wtorek, 24 maja 2016

A KU-KU .....

Takie mnie pytanko nawiedziło przy podsypywaniu kompostu pod cukinie  . Jak często udaję , że czegoś nie ma , bo nie chcę żeby to było ?
Jak często nie idę do lekarza , bo nie chcę być chora - mimo , że już jestem chora  ? Absurd raczej....
Jak często zaprzeczam uczuciom moich dzieci , bo są dla mnie niewygodne - mimo , że przecież są i fakt , że im zaprzeczam tylko oszukuje mój mózg  a i moim dzieciom nie pomaga ? Tia....
Jak często  odkładam coś na jutro , udając , że dziś to nie istnieje - bo w ogóle nie chcę tego robić ? Rasowy andron ......
Jak często udaję , że nie jestem taka  , jaka jestem  - bo chciałabym być inna ? Bełkot jakby......
Jak często udaję , że nie jestem wkurzona - bo chciałabym nie być ? Ehhh....
Jak bardzo takie myśłenie odsuwa mnie od rozwiązań  !!!!!
Idąc do lekarza - szybciej wyzdrowieję .
Uznając uczucia moich dzieci - dam im potrzebne wsparcie . Takie jakiego  potrzebują  w danej chwili .
Nie  oszukując się , że mam do zrobienia mniej niż w rzeczywistości  i innych rzeczy niż w rzeczywistości  - dam sobie możliwość obmyślenia strategii na to jak podołać . Lub podjęcia świadomej decyzji , że tego nie zrobię .
Nie udając , że jestem inna niż jestem i uświadamiając sobie jaka naprawdę jestem i co chcę zmienić  - mogę podjąć wyzwanie i zacząć się zmieniać .
Nie udając , że jestem oazą spokoju ,  przyznając sie do tego - jestem w stanie ostrzec innych przed swoją burzą i albo ją przeczekać dając sobie przestrzeń na wygrzmienie , albo ją przerobić na wnioski . Na przykład przeanalizować co wywołuje we mnie złość i jak chcę i czy w ogóle chcę to zmienić lub nad tym pracować .
Najtrudniejsze dla mnie jest akceptowanie uczuć moich dzieci . Szczególnie paskudna bywam  w sytuacji gdy nałoży się moje udawanie , że nie jestem zdenerwowana  z ich emocjami , które są dla mnie trudne . Czyli ja udaję matkę ideał , a one mają zły dzień . Najpierw zaczynam moralizować , mówiąc ( bosz....... totalna hipokryzja ....) coś w sensie - no weź się przyjrzyj swojej złości . I jak zwykle ( ile razy mozna popełniać ten sam błąd .......) usiłuję wziąć odpowiedzialność za nie , a nie za siebie . Ile ja razy myślałam w życiu nad zdaniem " Sukces interwencji zależy od wewnętrznego stanu osoby , która interweniuje ." Jak na razie układ limbiczny vs. kora przedczołowa 1:0 ....... Ale pracujemy z korą nad tematem ........

W międzyrozmyślaniu powstała domowa hodowla boczniaka ostrygowatego



Wszystko rośnie i buduje objetość :



Dom nabiera kolorów :



W szkole Myszy  przeprowadziłam zajęcia z budowlanki . Panie ofiarnie produkowały cegiełki jakieś pół roku .....



Jeśli ktoś z Was chce pogadać z dziećmi o tym na czym polega praca architekta i jak powstaje dom - zapraszam do pobrania książeczki przygotowanej na powyższą okoliczność , w której staram się wyjaśnić złożoność zagadnienia ;)



 CZĘŚĆ 1
CZĘŚĆ 2





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz