sobota, 9 września 2017

SEZON NA SROMOTNIKI.....

Jesień , rok szkolny się zaczął .
Sezon na grzyby , śliwki i wstyd .

Z ciebie to raczej geniusz matematyczny nie jest .
Taki ładny plecak ci kupiłam , a ty taka jesteś niewdzięczna .
Ktoś dostał gorszą ocenę od ciebie ?Jak cię znam to chyba nikt ...
 Jak będziesz tyle jadła , to męża raczej nie znajdziesz.....
Nie zachowuj sie jak dziecko !!!  
Madzia ładnie zjadła zupkę , a ty tylko grymasisz i grymasisz .
Nie płacz - zobacz wszystkie dzieci są dzielne, a ty jeden taka beksa  !
 No żeby w tym wieku nie umieć wiązać butów - ja się nauczyłam jak miałam trzy latka !


OSKARŻONY :
wstyd 
ZARZUCANE CZYNY  :
- odcięcie od poczucia własnej wartości 
Słowo wstyd pochodzi od słowa stygnąć . Niespodzianka - bo przecież wstyd pali , piecze , każe nam się czerwienić . Ze wstydu robi nam się gorąco . Zachwyciło mnie jak bardzo pochodzenie tego słowa pasuje do jego działania na nasze emocje . Stygniemy . Odcinamy sie coraz bardziej od rozgrzewającej energii poczucia własnej wartości i bycia prawdziwym w swojej niedoskonałości  . Zastygamy w pozycji obronnej , chłodzi nas pęd ucieczki , złość daje ciepło tylko przez moment .
-perfekcjonizm
Nie pozwalamy sobie ( a w związku z tym , że traktujemy siebie jako dobry wzór to nie pozwalamy na to również naszym dzieciom ) na błędy . Na moc popełniania błędów , wyciagania z nich wniosków i naprawiania ich . Tracimy spontaniczność , radość i odwagę eksperymentowania . Tracimy siły na bycie idealnym w każdym aspekcie naszego życia . Ciśniemy nasze dzieci i poddajemy je presji własnego perfekcjonizmu .  Jesteśmy spięci i zawsze gotowi na każdą ewentualność - w ciągłym poczuciu zagrożenia . A chcąc zaoszczędzić naszym dzieciom wstydu z powodu popełnionego błędu celowo sami je zawstydzamy , mając nadzieję , że doprowadzi to do powstania całkiem nowego gatunku ludzi NIGDY nie popełniających  błędów .
  - obrona przez atak , nieustająca krytyka , złość
Każda uwaga, która wzbudza wstyd ,wywołuje tak wielkie cierpienie , że aby ochronić swoje miękkie , choć ukryte wnętrze , trzeba czym prędzej odwrócić przepływ "złej" energii . Jednym ze sposobów  jest zaatakowanie  i oskarżenie osoby   , której uwagi odbieramy jako zawstydzające ( choć niekoniecznie takie są )    . Złość trzyma innych na "bezpieczny" dystans .
- ucieczka( w nałogi , w brak rozmowy ) 
Strach przed zawstydzeniem jest tak duży , że żeby nie dopuścić do zaistnienia zawstydzającej uwagi  w swojej świadomości ,  człowiek znieczula się  alkoholem , lekami uspokajającymi , zmęczeniem ( ilością branych na siebie obowiązków i zajęć )  . Lub nie dopuszcza do sytuacji , w których mogłaby się odbyć rozmowa poruszająca zawstydzający temat  . Kontakt ze wstydem surowo wzbroniony - unikamy go dotąd aż zaniknie świadomość , czego tak naprawdę unikamy . Tracimy przez to mnóstwo różnych szans - szczególnie na bliskość . Nic tak nie tworzy bliskości jak odwaga pokazania  bezradności , smutku , lęku , pragnień .
- nieumiejętność przyznania się do pomyłki 
Gdy ktoś zwróci nam uwagę na błąd , , zwalamy winę na okoliczności zewnętrzne , usprawiedliwiamy się wymyślając sobie alibi , w które - szczególnie nam samym - łatwo uwierzyć .
- zaprzeczenie
Trzy małpki - nie słyszę , nie widzę, nie mówię - które uciekają przed wstydem tak długo , że nie czują nie tylko jego , ale też innych emocji . Odcinają się od podstawowego źródła wiedzy o tym co jest dla nich dobre , co je buduje , wzmacnia , czego nie chcą , co im szkodzi . Zaprzeczają , że czują wstyd , smutek , żal .....
- odkładanie na potem 
Gdy prorokujemy , że nie poradzimy sobie z jakimś tematem , który może stać się w przyszłości powodem naszego zawstydzenia  odsuwamy go , budując ułudę bezpieczeństwa . Tracimy w ten sposób  mnóstwo szans na zbudowanie prawdziwej mocy .
- brak działania 
Działanie , które miałoby rozwiązać trudność , do której się przyczyniliśmy , lub zadośćuczynić błędowi , który popełniliśmy byłoby przecież przyznaniem się do winy  . Wstyd!
- ucieczka od konsekwencji popełnianych błędów 
Nie jesteśmy w stanie dostrzec skrzywdzonej lub zawiedzionej przez nas osoby , z jej smutkiem , lękiem , trudnościami , pragnieniami . Czując wstyd  skupiamy się na ucieczce przed nim   . Na własnym lęku , smutku i strachu przed zawstydzeniem .
 - strach przed odrzuceniem i oceną
Zostaliśmy nauczeni że życie bez błędów jest możliwe , jeśli tylko wystarczająco mocno się postaramy . I , że żeby ktoś chciał naprawić błąd , to najpierw trzeba go jakoś ukarać . Prawdy o tym , że błędy sa wpisane w naszą naturę i że znakomita wiekszośc ludzi spróbuje je naprawić jeśli tylko pozwoli sobie je dostrzec bez lęku , nie potrafimy przyjąć .
Błędy są . Nie ma bez nich życia .
Nie czerpiemy siły z tego , że potrafimy je naprawiać , nie uważamy , że to wystarczające - wyciagnąc wnioski i dokonać zmiany . Boimy się za to , że jeśli ktoś przypadkiem odkryje , że nie należymy do tych co zawsze dają radę  , to coś o nas pomyśli . Albo powie . Oceni nas i ta ocena pójdzie w świat . W ten sposób dokonujemy na sobie samych nieludzko bolesnego szantażu . 

Dzieci sa szczególnie bezbronne w obliczu zawstydzania przez tych których kochają i którym ufają . Jeśli ktoś tak kochany jak mama mówi , że jestem  ciamajdą , jestem beksą i nie jestem dzielny , to tak jest na pewno - zostanę z tym przekonaniem na długie lata .

Czy chcemy , żeby nasze dzieci zmagały się z wyżej wymienionymi konsekwencami zawstydzania?
Czy chcemy , żeby ten wstyd , który zbudujemy w nich gdy są dziećmi niosły aż do dorosłości i przekazały go swoim dzieciom ?
Czy chcemy , żeby atakowały , uciekały , bały się odrzucenia , nie potrafiły dostrzec konsekwencji swoich czynów ?
Czy chcemy je zawstydzać zamiast mówić im o naszych oczekiwaniach , potrzebach , tęsknotach ?


 Praca nad tym , żeby radzić sobie ze wstydem  i celowo nie zawstydzać innych , to moim zdaniem jedna z najlepszych inwestycji jakie można poczynić w życiu . Tym bardziej , że jak mówi indiańskie przysłowie " to co dokonało się siedem pokoleń wstecz , rezonuje w nas . To czego my dokonamy , będzie rezonować siedem pokoleń po nas ."
Nie zawstydzajmy naszych dzieci . Pozwalajmy im i sobie na błędy . Po błędach na poczucie winy , które nie odbierze nam poczucia własnej wartości a jedynie pomoże nam  rozeznać czy daliśmy ciała , czy nie . Jeśli daliśmy , to wyciagnijmy wnioski i spróbujmy naprawić to co zepsute . I pozwólmy sobie,  na wielką , odważną , mądrą wrażliwość, która umożliwi  nam przyznawanie się do błędów i niedoskonałości . W domu , w pracy i w szkole . 

HOWGH

ps. Bardzo ważne wydaje mi się rozróżnienie pojęcia wstyd i poczucie winy . Poczucie winy jest czymś co odczuwamy bez względu na reakcję innych ludzi .Jest czymś co nam pomaga . Jest obrazem naszego sumienia .
W powstaniu wstydu zawsze ma udział osoba zawstydzająca .
Żeby nie było - nadal zdarza mi się nią bywać- bo co innego wiedzieć , a co innego umieć .......







 A teraz krótka wakacyjna retrospekcja :) 

Podlasie moja miłość .

 


Plony ogródkowe i przetwory - trzeba zapewnić rodzinie byt :) 









Ratowanie mokrych zwierząt



Dzieci budowały



Słońce zachodziło


Szydełkowało się



W ciągu ostatnich miesięcy  wykonałam dotychczasowe wnętrzarskie dzieło życia :)  Zdjęcia ( częściowo z fazy porządkowej ) jak zrobię zdjęcia w pełnej krasie też się pochwalę  .
Szkoła - bliska sercu zresztą :)














 

sobota, 10 czerwca 2017

BIAŁY TYDZIEŃ



- wierzę, że istnieje Siła . Potęga . Moc .
- wierzę, że wszystko co istnieje jest tak naprawdę różnym wyrażeniem tej samej Energii .  Ludzie zwierzęta , drzewa , ziemia , planety , galaktyki - a  ja jestem kawałkiem tej jedności . Dlatego wierzę , że jestem godna abyś przyszedł do mnie , jestem godna , bo tak naprawdę jesteś  we mnie ciągle i od zawsze  !
- wierzę , że dusza , to nie osobnicza świadomość . To cały, wielki łańcuch powiązań pomiędzy wszystkim co żyje .
- wierzę , że mam dostęp do obfitości tego ogromnego tworu - on mnie wspiera i daje mi wszystko co jest mi w danej chwili potrzebne . Najczęściej  nie umiem z tego skorzystać i zobaczyć swoich szans  .....  Często się buntuję przeciwko temu , co dla mnie niezbyt wygląda na dar . A często nie jest nim tylko dlatego , że nie potrafię wyjść poza ocenę i schemat myślenia o danym wydarzeniu .  To co mnie spotyka nie jest z reguły ani dobre , ani złe - to ja nadaję temu znaczenie.
-wierzę , ze Siła jest jedna . A religie mogą , ale nie muszą prowadzić , do zbliżenia się  do tej Siły .
- wierzę , ze śmierć jest końcem ciała , ale energia życia nie znika .
- wierzę , że spowiedź miała być empatyczną dwójką
- wierzę , że każde życie ma znaczenie - pająka , trawy , moje. I żadne nie jest lepsze ani gorsze . Choć  "miło" jest twierdzić , że tylko człowiek......
- wierzę , że każdy ma dostęp do Łaski - poczucia niezmąconej wdzięczności  za każdy przejaw Życia  .  Za to , że słońce świeci , że jest pięknie , że są zwierzęta , że są rośliny , że są inni ludzie . Wierzę, że gdyby każdy CZUŁ tą łaskę i chciał do niej , to nie robilibyśmy sobie nawzajem krzywdy tak często jak sobie robimy , że nie krzywdzilibyśmy zwierząt , że nie wyrzucalibyśmy śmieci do lasu , i nie wtranżalalibyśmy Nutelli  robiąc kuku swoim ciałom  i zwierzakom ,  tam gdzie pod uprawy palm wycina się im lasodomy .
- wierzę , że Łaska jest nie tylko dla ludzi . Co więcej każdy ludź jako jedyny stwór na naszej planecie nie ma defaultowo  dostępu do pełni tej Łaski - do wszechogarniającej harmonii z Naturą rozumianą w sensie wręcz kosmicznym  . Ma też wolność , która może poskutkować tym , że tej wdzięczności w nim nie będzie . Z braku rozwoju, z zaniechania , z chciwości , z obżarstwa  , ze strachu  - mnie dotyczy prawie każdy powód ....... . Ciągle tak  rzadko jestem wdzięczna .....
- wierzę , że żeby chcieć doświadczać łaski potrzebny jest czas , uwaga  i dostrzeżenie , że mamy wybór . A im większy pęd i pośpiech , tym mniej czasu na rzeczy ważne , a więcej na pilne . Mniej czasu dla takiego cudu jakim są dzieci , inni ludzie ( kurde przecież fakt , że z dwóch komórek powstaje tak niesamowity  i skomplikowany twór jak drugi człowiek jest totalnym cudem !) , natura , relacje i więzi , duchowość ......
- wierzę ,że prawdziwa Łaska rodzi się z rozwoju . Jeśli Kościół buduje we mnie  rozwój to czuję się fantastycznie , ale jeśli trafiłam w takie miejsce , gdzie rozwoju nie doświadczam to wierzę , że sama wizyta tam nie wystarczy i wierzę , że mam obowiązek szukać - w książkach , w innych ludziach , w sobie , w medytacji , w jodze , w ćwiczeniach , w uważności, we wszystkim co mnie karmi    .   Kosciół zaczyna być ważny wtedy gdy  buduje we mnie  odpowiedzialność za to żebym wybierała  wdzięczność a nie strach . Czyli dziękowała za to co mnie otacza , kim  sama jestem , jaki mam potencjał , jak mogę kochać , jak mogę czynić dobro , jak mogę wstawać po upadku .  Jak mogę afirmować znaczenie Natury .  Gdy ktoś ukradnie i będzie się tylko bał że pójdzie do piekła  , i dlatego nie zrobi tego więcej , to dla mnie nie to samo gdy ktoś ukradnie i zauważy swoją odpowiedzialność za to co zrobił . I stanie w prawdzie o sobie , i zauważy tego kogo skrzywdził i zadośćuczyni . Gdy boję sie "piekła" to ono już we mnie jest - bo żyję w strachu , który odbiera moją moc czynienia Dobra .

Córczę już po komunii :)   

 Zdjęcie gromady galaktyk Abell-370 , 6 miliardów lat świetlnych od nas . To też jest Świat . ( ps. a na tym zdjęciu zrobionym dzięki uprzejmości Pana Hubble'a i jego teleskopu widać takie smugi , które są dowodem na to , że światło zmienia swój bieg na skutek działania potężnej grawitacji tej gromady . To światło galaktyk leżących jeszcze miliardy lat dalej .  Takie małe zagięcie czasoprzestrzeni......  A pierwszy raz opisał to Einstein TU )


 A w jednej z galaktyk planetka , na której relatywnie niewielki osobnik sporządził kompostownik . O taki . 

Następnie wyczerpany tworzeniem zaległ w pozycji leżącej , z nogą na której widać ślady "walki" z materią  ....

 
 Wczesną wiosną energia Świata obdarzyła osobnika z rodziną darem grzyba przez duże S . Smardze z własnego ogródka .


Sieci okienne 


I warsztaty przedszkolne z konstruowania schronień :) 
 

 

 zdjęcie galaktyk i link do artykułu Einsteina  z portalu CrazyNauka.pl



czwartek, 2 marca 2017

PODRÓŻ PRZEZ GÓRY



Ten ktoś jest dokładnie obok mnie . Idzie równolegle do mojej ścieżki , tym samym tempem . Wybiera moją prędkość  bo chce zobaczyć  ten sam krajobraz , który widzę ja . Odwraca głowę tam gdzie ja ją obracam .
 Gdyby był skupiony na sobie szedłby wolniej lub szybciej , zwracałby pewnie uwagę na inne elementy   . Ale skupia się na tych na których ja się skupiam - chce je zobaczyć .Chce zrozumieć dlaczego to one są dla mnie ważne .
Słuchając , skręca tam gdzie ja skręcam - pomimo , że on sam wybrałby inną drogę  .
Nie idzie ze mną dla siebie - idzie ze mną dla mnie .
Gdy robię skok przez urwisko , nie ocenia , że to głupie . Patrzy na mnie i widzi , że skoczyłam bo coś kryło się za tym skokiem . Odwraca głowę , w tą samą stronę , w którą zwracam ją ja . Pyta mnie czy dobrze widzi .
On chce zobaczyć moją wersję tej góry , moją wersję rzeczywistości . Bo może dla niego - wytrawnego alpinisty - ta góra to żadne wyzwanie . A dla mnie to Mount Everest możliwości .
Mój towarzysz nie dopytuje mnie o szczegóły - ufa , że podzielę się z nim tym czym chcę .  Ale pyta jesli czegoś nie rozumie , lub nie zobaczył dokładnie .
Potrafi udźwignąć mój płacz , rozpacz . Nie odwraca oczu . Cały czas patrzy .
Moja rozpacz nie jest jego . Nie płacze ze mną . Ale widzi moje łzy .
Tylko ja czuję to , co czuję - mój towarzysz nie może czuć tego co ja , jestem unikalna , tylko jedna taka we wszechświecie , nikt nie może ....  
Jego decyzją , jest to że ze mną idzie . Moją decyzją jest wybór ścieżki . To ja poniosę konsekwencje jej wyboru  . Jego serce jest wolne od ciężaru rozwiązania moich problemów .
Ufam mu , że kiedy moja ścieżka okaże sie dla niego zbyt stroma , powie , że nie może iść ze mną dalej . Nie dlatego , że ja jestem za mało uważna i nie dostosowałam ścieżki do jego możliwości . Dlatego , że tylko on sam wie na ile może sobie pozwolić i potrafi dostrzec granicę swoich możliwości  .
Mam olbrzymi komfort , że nie muszę o niego dbać , bo wiem , że on sam zadba o siebie . Ufam mu.
Kiedy z nim idę nic nie muszę ...
Nie jestem sama . A jednak decyduję tylko o sobie . Doświadczam 100% uwagi - nie słyszę :
-wiesz ja to widzę inaczej
- a może skręć w prawo
- a ja tak nie lubię
- ale jak to mówisz , to ja się nie czuję dobrze
To co mówię , nie kieruje jego uwagi na siebie samego . A jeśli stanie się tak ,że moja ścieżka  go zatrzyma  i skieruje na własne tory,  powie mi  - wiesz chcę się tu zatrzymać na chwilę i pobyć ze sobą - to co mówisz mnie poruszyło .
 To jest podróż przez własną  świadomość .
 To jest doświadczenie bycia częścią wielkiej sieci , w której wszystko ma sens , wszystko po prostu istnieje , nie jest dobre czy złe .
To jest przestrzeń w której nasz mózg podlega autokształtowaniu - myśli   i widzi  jak myśli . Widzi  wyraźniej , dostrzega ukryte połączenia , zauważa tęsknoty .
 To jest chwila , w której ktoś jest obecny dla mnie - dla moich emocji , dla tego co dzieje się z moim ciałem , dla moich myśli , dla moich znaczeń , dla moich potrzeb . Nie dla ich spełniania . Dla ich dostrzeżenia .
To jest chwila , w której nie muszę walczyć z czyimiś wyobrażeniami na temat mojej drogi , mnie .

Dla mnie to jest trudny proces , ale odkąd pierwszy raz dałam i wzięłam czyjąś empatię , nieustająco za tym tęsknię ...

Całą zimę stołował się u nas dzięcioł 


 Wizyta w Muzeum Etnograficznym


  
zaowocowała unowoczesnioną spódnicą




oraz konikami wzorowanymi na tych z Dalarna


Smog natomiast , zaowocował salonową dżunglą filtrującą :



Do kompletu córczę stworzyło okaz odporny na brak wody :













sobota, 4 lutego 2017

DLA MOICH CÓRECZEK



W wielkim , ogromnym , wspaniałym lesie , mieszkały dwie zakochane sowy .
Ona miała na imię Anapupeja i była piękną , puszystą uszatką . On miał na imię Brempo - był przystojnym puchaczem .
Sowy zakochały się  w sobie bez pamięci .
Przytulały się, uwielbiały razem jeść i latać na spacery , ale ponad wszystko kochały ze sobą rozmawiać .
Rozmawiały o wszystkim : o sprawach poważnych i zupełnie błahych , o radościach i problemach  . A im więcej rozmawiały - tym bardziej czuły się zakochane i tym lepiej się rozumiały .
Kiedy Brempo miał problem , leciał do gniazdomu i przytulony do Anapupei  opowiadał jej o swoich zmartwieniach – od razu robiło mu się lepiej. Wysłuchany , jakoś lepiej rozumiał sam siebie .  Jego problem albo malał z każdym słowem , albo nagle pojawiało sie nowe możliwe rozwiązanie . A czasem problem się nie zmieniał i nie znikał , ale zmieniał się sam Brempo .
Tak samo było z Anapupeją – kiedy była smutna , przytulała się do Brempo , opowiadała mu co czuje , jak bardzo chciałaby inaczej i nagle jak za sprawą czarodziejskiej różdżki smutek i złość zaczynały dawać jej siłę !
Oczywiście sowy czasem się kłóciły .Całkiem głośno ! Raz nawet  przyszedł do nich sąsiad jeż - bo huki i pohukiwania  nie dawały mu spać , a rano musiał przecież wstać do pracy  . Ale nawet kiedy się pokłócili – nic nie pomagało bardziej niż rozmowa . Po rozmowie  nie były nawet potrzebne wzajemne przeprosiny  .   
Sowy żyły sobie spokojnie , kochając się i szanując wzajemnie . I dzięki  tej wielkiej , przeogromnej miłości  wydarzył się najprawdziwszy CUD .
Ananpupeja urządziła dla Brempo miłą kolację . Ugotowała jego ulubioną ćmową zupkę , zapaliła świetliki  i oświadczyła , że będą mieli jajo !
Och jak bardzo Brempo się cieszył !  Dbał o Anapupeję , wyciskał jej soczki z brzozowych gałązek , masował jej skrzydła i plecki , czesał z miłością pędzle na ukochanej główce  . I oczywiście dużo rozmawiali o tym jak to będzie mieć jajo . Trzymali się za lotki i siedząc w świetle księżyca mówili sobie o swojej radości  i o tym jak zapewne zmieni się ich sowie życie .
Brempo uwił w dziupli mięciuchne , milutkie, cieplutkie gniazdko . I pewnego dnia Anapupeja złożyła w nim , najpiękniejsze na świecie , piegowate , malutkie jajo .
Anapupeja wysiadywała jajo całymi godzinami . Głaskała je , śpiewała mu piosenki , przecierała je wilgotnymi ściereczkami z mchu i lisiego podszerstka . Gdy była już bardzo zmęczona na jajo siadał Brempo . Anapupeja robiła wtedy coś miłego dla siebie – malowała pazurki , czytała książkę albo po prostu w spokoju zmywała naczynia  , a Brempo – tatuś czytał jajku bajki .
 Nadal często rozmawiali – o tym jak bardzo kochają swoje jajo , co mogą zrobić, żeby znaleźć trochę czasu na wspólne śniadanko , no i jak to będzie kiedy zacznie się wykluwanie …… Dzięki temu byli spokojni  i mniej  denerwowali  się tym co miało się wydarzyć już niedługo .
Pewnego dnia rano Anapupeja przysypiała jeszcze przytulona do jaja . Brempo krzątał się już w kuchni robiąc kawę z żołędzi  i opiekając  grzybowe tosty .
Nagle oboje usłyszeli cichutki stukot .
- To już !-  powiedziała z absolutnym zachwytem , ale też z odrobiną strachu Anapupeja .
- Kochanie oddychaj głęboko , połóż się wygodnie przy jaju a ja przygotuję ciepłą wodę i czyste ściereczki .
Stukanie przybierało na sile .Na jaju pojawiła się malusieńka dziurka .  W dziurce pojawił się czubeczek dzioba .Potem długo nie działo się nic , ale w końcu na skorupce zaczęły  pojawiać się coraz to nowe rysy .  Dziurka była już na tyle duża , że błysnęło  w niej najpierw  jedno oko ,a potem drugie . Nagle cały wierzch skorupki odskoczył , a z jaja wyjrzał mokry , wielkooki  sowi pisklak !
Anapupeja czym prędzej wyciągnęła pisklątko ze skorupki . Wytarli je z miłością do sucha , i przykryli piękną kołderką uplecioną  przez Anapupeję z  mięciutkiego włosia lemingów i koszatniczek .
To Sowinka !!!! krzyknął Brempo  obejmując Anapupeję  .  Maleństwo jeszcze szerzej otworzyło piękne , wielkie , sowie oczy i wyciągnęło skrzydełka .  Rodzice przytulili okruszynkę  grzejąc ją ciepłem swoich ciał .
- Mam na imię Lempi , cały czas słyszałam Was przez skorupkę . I  już bardzo chcę z Wami porozmawiać - szepnął pisklaczek wtulając się ciaśniej między rodziców  .



piątek, 6 stycznia 2017

CZASOWNIKI ......


"Nie wystarczy zdobywać mądrość , trzeba jeszcze z niej korzystać ."

"Nie wystarczy po prostu  słyszeć , albo czytać . Powinniście się starać wykorzystywać nauki w praktyce duchowej , ponieważ jedynie wtedy przyniosą one prawdziwy pożytek."

"Kiedy macie problem w swoim życiu, rzecz nie w tym, żeby się go pozbyć; rzecz w tym, żeby dzięki niemu rosnąć. Rzecz nie w tym, żeby po prostu rozwiązać problem; rzecz w tym, żeby rosnąć rozwiązując go."

"Słowa, które wypowiadamy są pokarmem. Możemy używać słów, które odżywią nas i drugą osobę. To co mówisz i piszesz, powinno przekazywać jedynie współczucie i zrozumienie."


"Gdy zaczynamy praktykować uważną świadomość, rozpoczynamy drogę do samych siebie, do domu. Dom jest miejscem, w którym znika samotność. Gdy jesteśmy w domu, czujemy, że nam ciepło, wygodnie, jesteśmy bezpieczni i spełnieni. Opuściliśmy nasze domy na długi czas i są one zaniedbane. Ale droga do domu nie jest długa. Dom jest w nas. Powrót do domu wymaga jedynie, by usiąść i pobyć z sobą, zaakceptować sytuację taką, jaka jest. Tak, może tam być bałagan, ale akceptujemy go, ponieważ wiemy, że nie było nas w domu przez długi czas. Tak więc teraz wróciliśmy. Robiąc wdech i wydech, z naszym uważnym oddychaniem, bierzemy się za porządki."

"Nie możesz wybrać, jak umrzesz. Ani kiedy to nastąpi. Możesz zdecydować tylko o tym, jak będziesz żyć. Teraz."

"Nauczyłem się, jak wprowadzać zmiany i dobrze się przy tym bawić. Eksperymentuję z jedną, dwiema rzeczami na miesiąc i sprawdzam, co się dzieje. Utrwalam zmiany, z którymi czuję się naturalnie, i porzucam te, które nie działają tak dobrze. To samo proponuję Tobie."

 DZIAŁANIE .... 
Dla mnie to najtrudniejsze - przekuć informacje i umiejętności , o których czytam i je rozumiem  , na prawdziwą wiedzę i umiejętności  , które wynikają  z mojego działania zgodnego z tym zrozumieniem .
 Nie wystarczy myśleć o zmianach , trzeba je robić i próbować myśleć w inny sposób  ...... Tylko wtedy powstają nowe połączenia w naszym mózgu . Tylko wtedy jesteśmy w stanie zamienić stare nawyki na nowe .
Nie można się nauczyć grać na pianinie nie robiąc tego . Ułatwia sprawę patrzenie i słuchanie tego kto umie .
 Nie można się nauczyć empatycznie komunikować , nie robiąc tego . Ułatwia sprawę przebywanie w towarzystwie kogoś , kto to potrafi .
To dokładnie taki sam mechanizm nabywania umiejetności jak robienie na szydełku , jazda na rowerze czy malowanie paznokci lewą ręką ..... Trzeba zacząć , pomimo trudności i porażek . I coraz więcej i więcej i mocniej i głębiej próbować . A i tak zawsze będziemy mieć przed sobą coraz trudniejszy wzór na szydełku , ewolucje na rowerze, skomplikowane esyfloresy  na paznokciu i coraz więcej zrozumienia dla siebie i świata . I to właśnie jest super .

Z okołoświątecznych  działań bliższych ziemi :

1. Tatomąż wykonał wziuuuuu schodowe


2. Światecznych dekoracji moc + urodzinowa dekoracja córczęcia w klimacie zwierząt mrozu i śniegu







3. Papier pakowy handmade jak zawsze

 4. Zazdrostka malowana flamastrem kredowym

5.Koc robiony palcami

6. Stajnia dla koni



7. "Sekrety Morza" obejrzane po raz nie wiem już który....


 

8.Złapane  radości



  Użyte cytaty :
1.Cyceron
2.Dalajlama
3. A.H.Almaas "Diamentowe serce"
4/5. Tchich Nhat Hahn "Szkoła komunikacji według mistrza Zen."
6. Joan Baez Daybreak
7. Leo Barbauta " 52 zmiany "
8.Regina Brett "Jak szukac spełnienia ."