sobota, 10 czerwca 2017

BIAŁY TYDZIEŃ



- wierzę, że istnieje Siła . Potęga . Moc .
- wierzę, że wszystko co istnieje jest tak naprawdę różnym wyrażeniem tej samej Energii .  Ludzie zwierzęta , drzewa , ziemia , planety , galaktyki - a  ja jestem kawałkiem tej jedności . Dlatego wierzę , że jestem godna abyś przyszedł do mnie , jestem godna , bo tak naprawdę jesteś  we mnie ciągle i od zawsze  !
- wierzę , że dusza , to nie osobnicza świadomość . To cały, wielki łańcuch powiązań pomiędzy wszystkim co żyje .
- wierzę , że mam dostęp do obfitości tego ogromnego tworu - on mnie wspiera i daje mi wszystko co jest mi w danej chwili potrzebne . Najczęściej  nie umiem z tego skorzystać i zobaczyć swoich szans  .....  Często się buntuję przeciwko temu , co dla mnie niezbyt wygląda na dar . A często nie jest nim tylko dlatego , że nie potrafię wyjść poza ocenę i schemat myślenia o danym wydarzeniu .  To co mnie spotyka nie jest z reguły ani dobre , ani złe - to ja nadaję temu znaczenie.
-wierzę , ze Siła jest jedna . A religie mogą , ale nie muszą prowadzić , do zbliżenia się  do tej Siły .
- wierzę , ze śmierć jest końcem ciała , ale energia życia nie znika .
- wierzę , że spowiedź miała być empatyczną dwójką
- wierzę , że każde życie ma znaczenie - pająka , trawy , moje. I żadne nie jest lepsze ani gorsze . Choć  "miło" jest twierdzić , że tylko człowiek......
- wierzę , że każdy ma dostęp do Łaski - poczucia niezmąconej wdzięczności  za każdy przejaw Życia  .  Za to , że słońce świeci , że jest pięknie , że są zwierzęta , że są rośliny , że są inni ludzie . Wierzę, że gdyby każdy CZUŁ tą łaskę i chciał do niej , to nie robilibyśmy sobie nawzajem krzywdy tak często jak sobie robimy , że nie krzywdzilibyśmy zwierząt , że nie wyrzucalibyśmy śmieci do lasu , i nie wtranżalalibyśmy Nutelli  robiąc kuku swoim ciałom  i zwierzakom ,  tam gdzie pod uprawy palm wycina się im lasodomy .
- wierzę , że Łaska jest nie tylko dla ludzi . Co więcej każdy ludź jako jedyny stwór na naszej planecie nie ma defaultowo  dostępu do pełni tej Łaski - do wszechogarniającej harmonii z Naturą rozumianą w sensie wręcz kosmicznym  . Ma też wolność , która może poskutkować tym , że tej wdzięczności w nim nie będzie . Z braku rozwoju, z zaniechania , z chciwości , z obżarstwa  , ze strachu  - mnie dotyczy prawie każdy powód ....... . Ciągle tak  rzadko jestem wdzięczna .....
- wierzę , że żeby chcieć doświadczać łaski potrzebny jest czas , uwaga  i dostrzeżenie , że mamy wybór . A im większy pęd i pośpiech , tym mniej czasu na rzeczy ważne , a więcej na pilne . Mniej czasu dla takiego cudu jakim są dzieci , inni ludzie ( kurde przecież fakt , że z dwóch komórek powstaje tak niesamowity  i skomplikowany twór jak drugi człowiek jest totalnym cudem !) , natura , relacje i więzi , duchowość ......
- wierzę ,że prawdziwa Łaska rodzi się z rozwoju . Jeśli Kościół buduje we mnie  rozwój to czuję się fantastycznie , ale jeśli trafiłam w takie miejsce , gdzie rozwoju nie doświadczam to wierzę , że sama wizyta tam nie wystarczy i wierzę , że mam obowiązek szukać - w książkach , w innych ludziach , w sobie , w medytacji , w jodze , w ćwiczeniach , w uważności, we wszystkim co mnie karmi    .   Kosciół zaczyna być ważny wtedy gdy  buduje we mnie  odpowiedzialność za to żebym wybierała  wdzięczność a nie strach . Czyli dziękowała za to co mnie otacza , kim  sama jestem , jaki mam potencjał , jak mogę kochać , jak mogę czynić dobro , jak mogę wstawać po upadku .  Jak mogę afirmować znaczenie Natury .  Gdy ktoś ukradnie i będzie się tylko bał że pójdzie do piekła  , i dlatego nie zrobi tego więcej , to dla mnie nie to samo gdy ktoś ukradnie i zauważy swoją odpowiedzialność za to co zrobił . I stanie w prawdzie o sobie , i zauważy tego kogo skrzywdził i zadośćuczyni . Gdy boję sie "piekła" to ono już we mnie jest - bo żyję w strachu , który odbiera moją moc czynienia Dobra .

Córczę już po komunii :)   

 Zdjęcie gromady galaktyk Abell-370 , 6 miliardów lat świetlnych od nas . To też jest Świat . ( ps. a na tym zdjęciu zrobionym dzięki uprzejmości Pana Hubble'a i jego teleskopu widać takie smugi , które są dowodem na to , że światło zmienia swój bieg na skutek działania potężnej grawitacji tej gromady . To światło galaktyk leżących jeszcze miliardy lat dalej .  Takie małe zagięcie czasoprzestrzeni......  A pierwszy raz opisał to Einstein TU )


 A w jednej z galaktyk planetka , na której relatywnie niewielki osobnik sporządził kompostownik . O taki . 

Następnie wyczerpany tworzeniem zaległ w pozycji leżącej , z nogą na której widać ślady "walki" z materią  ....

 
 Wczesną wiosną energia Świata obdarzyła osobnika z rodziną darem grzyba przez duże S . Smardze z własnego ogródka .


Sieci okienne 


I warsztaty przedszkolne z konstruowania schronień :) 
 

 

 zdjęcie galaktyk i link do artykułu Einsteina  z portalu CrazyNauka.pl



czwartek, 2 marca 2017

PODRÓŻ PRZEZ GÓRY



Ten ktoś jest dokładnie obok mnie . Idzie równolegle do mojej ścieżki , tym samym tempem . Wybiera moją prędkość  bo chce zobaczyć  ten sam krajobraz , który widzę ja . Odwraca głowę tam gdzie ja ją obracam .
 Gdyby był skupiony na sobie szedłby wolniej lub szybciej , zwracałby pewnie uwagę na inne elementy   . Ale skupia się na tych na których ja się skupiam - chce je zobaczyć .Chce zrozumieć dlaczego to one są dla mnie ważne .
Słuchając , skręca tam gdzie ja skręcam - pomimo , że on sam wybrałby inną drogę  .
Nie idzie ze mną dla siebie - idzie ze mną dla mnie .
Gdy robię skok przez urwisko , nie ocenia , że to głupie . Patrzy na mnie i widzi , że skoczyłam bo coś kryło się za tym skokiem . Odwraca głowę , w tą samą stronę , w którą zwracam ją ja . Pyta mnie czy dobrze widzi .
On chce zobaczyć moją wersję tej góry , moją wersję rzeczywistości . Bo może dla niego - wytrawnego alpinisty - ta góra to żadne wyzwanie . A dla mnie to Mount Everest możliwości .
Mój towarzysz nie dopytuje mnie o szczegóły - ufa , że podzielę się z nim tym czym chcę .  Ale pyta jesli czegoś nie rozumie , lub nie zobaczył dokładnie .
Potrafi udźwignąć mój płacz , rozpacz . Nie odwraca oczu . Cały czas patrzy .
Moja rozpacz nie jest jego . Nie płacze ze mną . Ale widzi moje łzy .
Tylko ja czuję to , co czuję - mój towarzysz nie może czuć tego co ja , jestem unikalna , tylko jedna taka we wszechświecie , nikt nie może ....  
Jego decyzją , jest to że ze mną idzie . Moją decyzją jest wybór ścieżki . To ja poniosę konsekwencje jej wyboru  . Jego serce jest wolne od ciężaru rozwiązania moich problemów .
Ufam mu , że kiedy moja ścieżka okaże sie dla niego zbyt stroma , powie , że nie może iść ze mną dalej . Nie dlatego , że ja jestem za mało uważna i nie dostosowałam ścieżki do jego możliwości . Dlatego , że tylko on sam wie na ile może sobie pozwolić i potrafi dostrzec granicę swoich możliwości  .
Mam olbrzymi komfort , że nie muszę o niego dbać , bo wiem , że on sam zadba o siebie . Ufam mu.
Kiedy z nim idę nic nie muszę ...
Nie jestem sama . A jednak decyduję tylko o sobie . Doświadczam 100% uwagi - nie słyszę :
-wiesz ja to widzę inaczej
- a może skręć w prawo
- a ja tak nie lubię
- ale jak to mówisz , to ja się nie czuję dobrze
To co mówię , nie kieruje jego uwagi na siebie samego . A jeśli stanie się tak ,że moja ścieżka  go zatrzyma  i skieruje na własne tory,  powie mi  - wiesz chcę się tu zatrzymać na chwilę i pobyć ze sobą - to co mówisz mnie poruszyło .
 To jest podróż przez własną  świadomość .
 To jest doświadczenie bycia częścią wielkiej sieci , w której wszystko ma sens , wszystko po prostu istnieje , nie jest dobre czy złe .
To jest przestrzeń w której nasz mózg podlega autokształtowaniu - myśli   i widzi  jak myśli . Widzi  wyraźniej , dostrzega ukryte połączenia , zauważa tęsknoty .
 To jest chwila , w której ktoś jest obecny dla mnie - dla moich emocji , dla tego co dzieje się z moim ciałem , dla moich myśli , dla moich znaczeń , dla moich potrzeb . Nie dla ich spełniania . Dla ich dostrzeżenia .
To jest chwila , w której nie muszę walczyć z czyimiś wyobrażeniami na temat mojej drogi , mnie .

Dla mnie to jest trudny proces , ale odkąd pierwszy raz dałam i wzięłam czyjąś empatię , nieustająco za tym tęsknię ...

Całą zimę stołował się u nas dzięcioł 


 Wizyta w Muzeum Etnograficznym


  
zaowocowała unowoczesnioną spódnicą




oraz konikami wzorowanymi na tych z Dalarna


Smog natomiast , zaowocował salonową dżunglą filtrującą :



Do kompletu córczę stworzyło okaz odporny na brak wody :













sobota, 4 lutego 2017

DLA MOICH CÓRECZEK



W wielkim , ogromnym , wspaniałym lesie , mieszkały dwie zakochane sowy .
Ona miała na imię Anapupeja i była piękną , puszystą uszatką . On miał na imię Brempo - był przystojnym puchaczem .
Sowy zakochały się  w sobie bez pamięci .
Przytulały się, uwielbiały razem jeść i latać na spacery , ale ponad wszystko kochały ze sobą rozmawiać .
Rozmawiały o wszystkim : o sprawach poważnych i zupełnie błahych , o radościach i problemach  . A im więcej rozmawiały - tym bardziej czuły się zakochane i tym lepiej się rozumiały .
Kiedy Brempo miał problem , leciał do gniazdomu i przytulony do Anapupei  opowiadał jej o swoich zmartwieniach – od razu robiło mu się lepiej. Wysłuchany , jakoś lepiej rozumiał sam siebie .  Jego problem albo malał z każdym słowem , albo nagle pojawiało sie nowe możliwe rozwiązanie . A czasem problem się nie zmieniał i nie znikał , ale zmieniał się sam Brempo .
Tak samo było z Anapupeją – kiedy była smutna , przytulała się do Brempo , opowiadała mu co czuje , jak bardzo chciałaby inaczej i nagle jak za sprawą czarodziejskiej różdżki smutek i złość zaczynały dawać jej siłę !
Oczywiście sowy czasem się kłóciły .Całkiem głośno ! Raz nawet  przyszedł do nich sąsiad jeż - bo huki i pohukiwania  nie dawały mu spać , a rano musiał przecież wstać do pracy  . Ale nawet kiedy się pokłócili – nic nie pomagało bardziej niż rozmowa . Po rozmowie  nie były nawet potrzebne wzajemne przeprosiny  .   
Sowy żyły sobie spokojnie , kochając się i szanując wzajemnie . I dzięki  tej wielkiej , przeogromnej miłości  wydarzył się najprawdziwszy CUD .
Ananpupeja urządziła dla Brempo miłą kolację . Ugotowała jego ulubioną ćmową zupkę , zapaliła świetliki  i oświadczyła , że będą mieli jajo !
Och jak bardzo Brempo się cieszył !  Dbał o Anapupeję , wyciskał jej soczki z brzozowych gałązek , masował jej skrzydła i plecki , czesał z miłością pędzle na ukochanej główce  . I oczywiście dużo rozmawiali o tym jak to będzie mieć jajo . Trzymali się za lotki i siedząc w świetle księżyca mówili sobie o swojej radości  i o tym jak zapewne zmieni się ich sowie życie .
Brempo uwił w dziupli mięciuchne , milutkie, cieplutkie gniazdko . I pewnego dnia Anapupeja złożyła w nim , najpiękniejsze na świecie , piegowate , malutkie jajo .
Anapupeja wysiadywała jajo całymi godzinami . Głaskała je , śpiewała mu piosenki , przecierała je wilgotnymi ściereczkami z mchu i lisiego podszerstka . Gdy była już bardzo zmęczona na jajo siadał Brempo . Anapupeja robiła wtedy coś miłego dla siebie – malowała pazurki , czytała książkę albo po prostu w spokoju zmywała naczynia  , a Brempo – tatuś czytał jajku bajki .
 Nadal często rozmawiali – o tym jak bardzo kochają swoje jajo , co mogą zrobić, żeby znaleźć trochę czasu na wspólne śniadanko , no i jak to będzie kiedy zacznie się wykluwanie …… Dzięki temu byli spokojni  i mniej  denerwowali  się tym co miało się wydarzyć już niedługo .
Pewnego dnia rano Anapupeja przysypiała jeszcze przytulona do jaja . Brempo krzątał się już w kuchni robiąc kawę z żołędzi  i opiekając  grzybowe tosty .
Nagle oboje usłyszeli cichutki stukot .
- To już !-  powiedziała z absolutnym zachwytem , ale też z odrobiną strachu Anapupeja .
- Kochanie oddychaj głęboko , połóż się wygodnie przy jaju a ja przygotuję ciepłą wodę i czyste ściereczki .
Stukanie przybierało na sile .Na jaju pojawiła się malusieńka dziurka .  W dziurce pojawił się czubeczek dzioba .Potem długo nie działo się nic , ale w końcu na skorupce zaczęły  pojawiać się coraz to nowe rysy .  Dziurka była już na tyle duża , że błysnęło  w niej najpierw  jedno oko ,a potem drugie . Nagle cały wierzch skorupki odskoczył , a z jaja wyjrzał mokry , wielkooki  sowi pisklak !
Anapupeja czym prędzej wyciągnęła pisklątko ze skorupki . Wytarli je z miłością do sucha , i przykryli piękną kołderką uplecioną  przez Anapupeję z  mięciutkiego włosia lemingów i koszatniczek .
To Sowinka !!!! krzyknął Brempo  obejmując Anapupeję  .  Maleństwo jeszcze szerzej otworzyło piękne , wielkie , sowie oczy i wyciągnęło skrzydełka .  Rodzice przytulili okruszynkę  grzejąc ją ciepłem swoich ciał .
- Mam na imię Lempi , cały czas słyszałam Was przez skorupkę . I  już bardzo chcę z Wami porozmawiać - szepnął pisklaczek wtulając się ciaśniej między rodziców  .



piątek, 6 stycznia 2017

CZASOWNIKI ......


"Nie wystarczy zdobywać mądrość , trzeba jeszcze z niej korzystać ."

"Nie wystarczy po prostu  słyszeć , albo czytać . Powinniście się starać wykorzystywać nauki w praktyce duchowej , ponieważ jedynie wtedy przyniosą one prawdziwy pożytek."

"Kiedy macie problem w swoim życiu, rzecz nie w tym, żeby się go pozbyć; rzecz w tym, żeby dzięki niemu rosnąć. Rzecz nie w tym, żeby po prostu rozwiązać problem; rzecz w tym, żeby rosnąć rozwiązując go."

"Słowa, które wypowiadamy są pokarmem. Możemy używać słów, które odżywią nas i drugą osobę. To co mówisz i piszesz, powinno przekazywać jedynie współczucie i zrozumienie."


"Gdy zaczynamy praktykować uważną świadomość, rozpoczynamy drogę do samych siebie, do domu. Dom jest miejscem, w którym znika samotność. Gdy jesteśmy w domu, czujemy, że nam ciepło, wygodnie, jesteśmy bezpieczni i spełnieni. Opuściliśmy nasze domy na długi czas i są one zaniedbane. Ale droga do domu nie jest długa. Dom jest w nas. Powrót do domu wymaga jedynie, by usiąść i pobyć z sobą, zaakceptować sytuację taką, jaka jest. Tak, może tam być bałagan, ale akceptujemy go, ponieważ wiemy, że nie było nas w domu przez długi czas. Tak więc teraz wróciliśmy. Robiąc wdech i wydech, z naszym uważnym oddychaniem, bierzemy się za porządki."

"Nie możesz wybrać, jak umrzesz. Ani kiedy to nastąpi. Możesz zdecydować tylko o tym, jak będziesz żyć. Teraz."

"Nauczyłem się, jak wprowadzać zmiany i dobrze się przy tym bawić. Eksperymentuję z jedną, dwiema rzeczami na miesiąc i sprawdzam, co się dzieje. Utrwalam zmiany, z którymi czuję się naturalnie, i porzucam te, które nie działają tak dobrze. To samo proponuję Tobie."

 DZIAŁANIE .... 
Dla mnie to najtrudniejsze - przekuć informacje i umiejętności , o których czytam i je rozumiem  , na prawdziwą wiedzę i umiejętności  , które wynikają  z mojego działania zgodnego z tym zrozumieniem .
 Nie wystarczy myśleć o zmianach , trzeba je robić i próbować myśleć w inny sposób  ...... Tylko wtedy powstają nowe połączenia w naszym mózgu . Tylko wtedy jesteśmy w stanie zamienić stare nawyki na nowe .
Nie można się nauczyć grać na pianinie nie robiąc tego . Ułatwia sprawę patrzenie i słuchanie tego kto umie .
 Nie można się nauczyć empatycznie komunikować , nie robiąc tego . Ułatwia sprawę przebywanie w towarzystwie kogoś , kto to potrafi .
To dokładnie taki sam mechanizm nabywania umiejetności jak robienie na szydełku , jazda na rowerze czy malowanie paznokci lewą ręką ..... Trzeba zacząć , pomimo trudności i porażek . I coraz więcej i więcej i mocniej i głębiej próbować . A i tak zawsze będziemy mieć przed sobą coraz trudniejszy wzór na szydełku , ewolucje na rowerze, skomplikowane esyfloresy  na paznokciu i coraz więcej zrozumienia dla siebie i świata . I to właśnie jest super .

Z okołoświątecznych  działań bliższych ziemi :

1. Tatomąż wykonał wziuuuuu schodowe


2. Światecznych dekoracji moc + urodzinowa dekoracja córczęcia w klimacie zwierząt mrozu i śniegu







3. Papier pakowy handmade jak zawsze

 4. Zazdrostka malowana flamastrem kredowym

5.Koc robiony palcami

6. Stajnia dla koni



7. "Sekrety Morza" obejrzane po raz nie wiem już który....


 

8.Złapane  radości



  Użyte cytaty :
1.Cyceron
2.Dalajlama
3. A.H.Almaas "Diamentowe serce"
4/5. Tchich Nhat Hahn "Szkoła komunikacji według mistrza Zen."
6. Joan Baez Daybreak
7. Leo Barbauta " 52 zmiany "
8.Regina Brett "Jak szukac spełnienia ."



czwartek, 3 listopada 2016

BABCIA ŚMIERĆ

Córczę 2: Był sobie raz Pan , który uczył się jeździć samochodem .
Córczę 1 : Pewnego razu pojawił się u niego duch przodka i powiedział mu , że niedługo czeka go śmierć .
Ja: Facet wziął latarkę i poszedł na poszukiwanie śmierci - chciał się dowiedzieć  dlaczego już !?
Córczę 2: Chodził w różne strony , ale nie mógł znaleźć .
Córczę 1 : Zmęczony zasnął .
Ja : A gdy otworzył oczy zobaczył przemiłą staruszkę , siedząca w wygodnym fotelu . Staruszka była baaaardzo wysoka, miała długie ręce i cała była ubrana na biało .
Córczę 2: To była Babcia Śmierć . Pan się jej zapytał kiedy umrze .
Córczę 1: Babcia powiedziała mu , że nie przyszła jeszcze jego pora . Ale jak ta pora już przyjdzie , to żeby się nie bał . Bo wszyscy mówią , że śmierć jest straszna i niemiła - a ona jest przecież sympatyczna  jak kwiatek w ogródku . Jest babcią , która każdego chce przytulić - dlatego jest taka wysoka i ma długie ręce  .
Ja :   Nagle mężczyznę przeszył dziwny prąd . Babcia Śmierć zniknęła , a w jej miejscu pojawiła się Babcia Księżyc czuwająca na niebie nad tym , żeby każdy w swoim tempie  poznawał prawdę o życiu i śmierci . Mężczyzna wrócił do domu i żył długo . Czasem był bardziej , czasem mniej szczęśliwy . Ale o śmierci myślał już zawsze jak o kochającej i czułej  Babci , która wszystko wie i czeka z miłością.





Taka sytuacja ........





środa, 28 września 2016

O CZYM TO JA CHCIAŁAM .......

O wierze chciałam . W dzieci  . W to , że one WIEDZĄ .
Scenka taka  :
Córczę większe ma smutek na twarzy . Gadamy . Miała na lekcji zrobić 9 zadań . Zrobiła 5 i powiedziała , że więcej już dziś nie chce , bo są bardzo monotonne  i czuje wielkie zmęczenie  ciągłym skupieniem .
Usłyszała ( nie wiem jaka była rzeczywistość - to jest to , co usłyszała ona )  , że musi , bo innym będzie przykro  jeśli tylko ona nie zrobi . Że wszyscy muszą . Że trzeba . Że jeśli ona nie zrobi , a inni będą robić ,  to będzie to wobec tych innych niesprawiedliwe * . Wobec czego zrobiła na totalny odwal . Wróciła do domu i zadała mi pytanie : Mama dlaczego nikt mi nie wierzy w to , że ja siebie znam i wiem ile mogę zrobić i kiedy ? Ja wiedziałam że już więcej nie dam rady i jak nie mogłam przerwać to tak nabazgrałam , że potem aż mnie samej było głupio ....
Jej świadomość tego że wie , że robiła na odwal , bo nie widziała wyboru  absolutnie mnie powaliła .  Zrobiła coś nie po to żeby wyciągnąć z tego jak najwięcej korzyści , tylko po to , żeby zrealizować nie swój plan .
Równocześnie mam tak dużo szacunku i podziwu dla córkowej Pani . Myślę o tym , jak wiele wysiłku ,  starań i uczuć widzę w tym co robi .  Myślę też jak często musi się czuć bezradna , czy przytłoczona ilością oczekiwań  - ile dzieci tyle spraw , ilu rodziców tyle dróg , zawsze tykający zegar , chęć sprostania założonemu planowi , podstawa programowa  .....
Kilka lat temu nawet nie rozważałam innej szkoły niż publiczna , po kilku latach nie rozważałam innej szkoły niż ta w której teraz jest córczę  , pierwszą córkę karmiłam 7 miesięcy , drugą 2 lata z haczykiem , kiedyś im większej siły używałam do przekonania do swoich racji tym bardziej byłam z siebie dumna , teraz nie przekonuję nikogo tylko staram się słuchać   i mówić o sobie . Wszystko się zmienia , mamy coraz większe umiejętności , ciągle wyciągamy wnioski . Ja wiem , że za słowami "wszyscy muszą " stoi wiele potrzeb , dla których w danym momencie trudno znaleźć inny sposób na ogarnięcie . Intencja córczanej Pani jest dla mnie absolutnie klarowna i z założenia dobra . Ja wybrałabym jednak inny sposób .

Jaki ?
  •  Przede wszystkim chciałabym zdjąć z nauczycieli obciążenie przekonaniem , że w klasie są jedynymi osobami , które wiedzą co dobre , a co nie , kto powinien co i jak robić .  To co dobre dla jednego , nie zawsze jest dobre dla innego . Wyobrażam sobie jak wiele energii potrzeba , żeby utrzymać taki jeden "spójny" obraz dzieci w klasie i próbować znajdować jeden sposób , który zadowoli wszystkich. . 
  •  Chciałabym , żeby nauczyciele nie bali się , że zgoda na rozwiązanie zaproponowane przez jednego ucznia wywoła lawinę "wyłamek" . Może przez chwilę tak - zgodnie z zasadą psa spuszczonego z łańcucha . Jestem jednak przekonana , że im więcej wolności , tym więcej chęci i własnej odpowiedzialności . Im więcej mówienia i przede wszystkim życia w zgodzie z zasadą  , że sprawiedliwie to znaczy w sposób , który daje tyle ile każdy potrzebuje , a nie po równo - tym więcej spokoju o brak nadużyć w tej kwestii. 
  •  Chciałabym , żeby nauczyciele nie bali sie mówić prawdy o sobie i o tym co naprawdę myślą . Moim zdaniem im więcej prawdy w podejściu do każdego dziecka z klasy , tym większa spójność - bo nie oparta na "przewodzeniu" , ale po prostu na wspólnym byciu . Na byciu , które moim zdaniem polega przede wszystkim na pozostawaniu w prawdzie i na wyjściu z "roli" . Rozumiem to w ten sposób - jeśli dziecko zgadza się na zrobienie jakiegoś zadania :
a. ponieważ nauczyciel powiedział coś bardzo osobistego i prawdziwego  np. że pomimo ,  że uczenie się jakiegoś tematu jemu również nie przychodziło łatwo i uważał to za śmiertelne nudy  , ale równocześnie wie , że bez tej wiedzy w naszym systemie szkolnictwa można nie przejśc do następnej klasy , a bardzo mu zależy na tym , żeby jego uczniowie mieli możliwość dalszej nauki i rozwoju

to jest to coś zupełnie innego niż gdy dziecko "zgodzi się " na wykonanie jakiegoś zadania ponieważ :

b. usłyszy , że po prostu trzeba to zrobić i już .  Albo , że  wszyscy muszą . Albo , że jeśli tego nie zrobi to dostanie dwóję ,minus , chmurę czy co tam jeszcze .

  • Chciałabym wspólnego planowania celów . Tylko cel na który dziecko ma realny wpływ jest jego celem . Cel , który wyznacza ktoś inny jest rozkazem , mniejszą lub większą formą dominacji . Każde dziecko jest gotowe , żeby uczestniczyć w podejmowaniu decyzji dotyczących własnego życia . Umożliwienie dzieciom podejmowania takich decyzji jest jedyną drogą do tego żeby uczyły sie z entuzjazmem - czyli rzeczywiście uczyły się i rozwiązywały problemy , a nie tylko przyswajały informacje .
  • Chciałabym czasu i uważności na momenty , które budują bliskość . Na zauważanie trudności i dawanie razem rady . Na dostrzeganie daru jakim jest zdanie "nie chcę już dłużej nad tym pracować". To jest dar , którego wielu dorosłych w procesie wychowania zostało zupełnie pozbawionych - to jest dar SAMOŚWIADOMOŚCI . Że czegoś nie chcę , że coś jest zbyt trudne , że z czymś mi nie po drodze , że chcę inaczej  . To jest zalążek głębokiej odpowiedzialności za siebie samego . Za to , że kiedyś w przyszłości nasze dzieci nie będą   zrzucać na kogoś odpowiedzialności za swoje własne emocje , że będa umiały walczyć i starać się o jakość swojego życia .  Że jeśli ktoś się nie domyśli to poproszą , zamiast cierpieć w ciszy i czekać na zauważenie , lub co gorsza w ogóle nie zauważając , że coś jest w ich życiu zupełnie nie ich  .  Na miejscu nauczyciela , który otrzymuje od dziecka taki komunikat byłabym głęboko wdzięczna sobie samej , że moi uczniowie mają do mnie wystarczające zaufanie , żeby dzielić się ze mną takimi trudnościami . Że dają mi swoją prawdę . Że się nie boją . I że widzą sens tego dzielenia się - ufają , że raz z większą łatwością , raz z mniejszą , ale że poszukamy drogi ,która będzie i prawdziwa i wzbogacająca i pozwoli nam się rozwijać .  
  • Chciałabym budowania kontaktu , a nie udowadniania racji . Jestem przekonana , że każdy nacisk  - czy to w postaci słowa "musisz" , czy pod postacią nagrody , kary , szantażu , czy braku wyboru w długofalowej perspektywie działa tylko na niekorzyść . Bo odcina nas od prawdy o nas samych , o tym do czego dążymy . Ja bym bardzo chciała , żeby moje dzieci nie musiały się przekopywać przez tony nieuświadomionych spraw i uczyć świadomosci dopiero w dorosłym życiu .
I na koniec ( długiego ? za długiego ? za krótkiego? w sam raz? )postu  takie pytanie , które mi pomaga zobaczyć co dla mnie byłoby ważne w tej sytuacji :
Załóżmy , że w robocie dają Wam jakieś zadanie . Dla Was bardzo w tym momencie trudne - zbyt trudne . Mówicie , że nie dacie rady , że jesteście bardzo zmęczeni   . Jaką reakcję byście wybrali :
 -  Musisz to zrobić bo Cię zwolnię.
-  Wszyscy to robią więc Ty też musisz.
- Aha mówisz , że jestes bardzo zmęczony . No słyszę Cię .Ja też często jestem zmęczony a jakoś jednak robię.
- A czemu Ty taki jesteś zmęczony?!
- Ej no masz rację . Mega trudno jest to robić jak się jest zmęczonym....
- No dobra to co możemy zrobic , żebyś to zrobił pomimo zmęczenia ?
- Tiaaaaa zmęczony .... Chcesz się po prostu wykręcić od zrobienia tego !
  - Słyszę , że jesteś zmęczony - czy potrzebujesz mojej pomocy ? Czy chcesz żebyśmy razem poszukali rozwiązania ?


*W tym momencie opowiadania  świecę przed córczęciem oczami ,bo zawsze mówiłam coś zupełnie przeciwnego - że sprawiedliwość polega na tym , że każdy dostaje to czego potrzebuje , a nie to co inni  -  że jak córczę większe potrzebuje majtek , a córcze mniejsze skarpet , to nie dostają tego samego....

Wrześniowe zmiany objęły ścianę salonu :


I ściany kuchenne :


Córczana Pani zainspirowała nas do uważności i skupienia przy produkcji jesiennej mandali :




A w łazience  o poranku zastałam , oprócz wanny wypełnionej wodą z solami ,  SZTUKĘ :
 




sobota, 23 lipca 2016

改善



TYP 1 - cel
Zdobyć piatkę ....Nie ! Szóstkę z angielskiego .
TYP 2 - cel 
Doskonale porozumiewać się w języku angielskim .

TYP 1 - czas trwania 
rok
TYP 2 - czas trwania 
całe życie

TYP 1 - typ geometryczny 
krzywa styczna z osią - wysiłek skończony
TYP 2 - typ geometryczny 
asymptota - ciągłe doskonalenie , górny stan graniczny nie istnieje

TYP 1 - sposób realizacji 
podporządkowanie - ktoś wyznacza mój cel
TYP 2 - sposób realizacji
autonomia - sam wyznaczam swój cel

TYP 1 - sukces 
jedna  osoba z grupy
TYP 2 - sukces
każdy kto dąży do celu

TYP 1 - odpowiedzi 
już istnieją - ktoś wie jak i czego  mam się uczyć
TYP 2 - odpowiedzi 
odpowiedzi trzeba wymyślić - sam muszę znaleźć odpowiedź jaki rodzaj nauki jest dla mnie najlepszy i co chcę osiągnąć w danym czasie

TYP 1 - błędy 
są porażkami
TYP 2 - błędy 
są nieodłączną częścią rozwoju

TYP 1 - sens 
ocena
TYP 2 - sens
ciągły rozwój

TYP 1 - najlepszy  sposób
praca - musi być trudno i najlepiej nieprzyjemnie - mózg musi się podporządkować
TYP 2 - najlepszy sposób 
zabawa - powinno być łatwo i radośnie bo mózg to lubi najbardziej

TYP 1 - przeciwności 
teoria bytu - siła mojego umysłu jest skończona i niezależna ode mnie
TYP 2 - przeciwności  
teoria przyrastania - to w co wierzę kształtuje to co osiągam , a wierzę we własny wpływ na własny umysł

TYP 1 - ocena 
jest pomiarem tego ile mogę osiagnąć i nagrodą
TYP 2 - ocena 
jest jednym z etapów mojego rozwoju i informacją

TYP 1 - dążenie 
do wyniku
TYP 2 - dążenie 
do rozwoju

TYP 1 - słowa 
najlepszy /najmądrzejszy ,wyścig
TYP 2 - słowa 
na pewnym poziomie , o własnym tempie

TYP 1 - najlepszy
jeden
TYP 2 - najlepszy 
wszyscy

TYP 1 -  samopoczucie 
uzależnione od oceny
TYP 2 - samopoczucie 
niezależne od oceny

TYP 1 - motywacja
nagrody i kary 
TYP 2 - motywacja 
rozwój sam w sobie i jakość relacji

改善 - kaizen pisane znakami kanji - dążenie do mistrzostwa , ciagła zmiana na lepsze , poprawa .

Mój tegoroczny ogródkowy kaizen :) 


Kaizen szyciowy :) 



Radość i zabawa - seria "błotko" :) 




Radość i zabawa - seria "soda , ocet i barwniki" :) 



Radość i zabawa - seria "tablica z podkoszulka i ramki z IKEI" :) 




Radość i zabawa - seria " nie ma to jak znaleźć futro czochrającego się w Puszczy wolnego żubra " :) 


Radość i zabawa - seria " sianko " :) 


 Radość i zabawa - seria "noc Kupały" :) 


Radość i zabawa - seria "Puszczyk !!!! " :) 23:30 leśniczówka , środek Puszczy - przerażająco wspaniałe nagranie dźwiękowe - jakość by dyktafon w telefonie  :) 

video