czwartek, 3 listopada 2016

BABCIA ŚMIERĆ

Córczę 2: Był sobie raz Pan , który uczył się jeździć samochodem .
Córczę 1 : Pewnego razu pojawił się u niego duch przodka i powiedział mu , że niedługo czeka go śmierć .
Ja: Facet wziął latarkę i poszedł na poszukiwanie śmierci - chciał się dowiedzieć  dlaczego już !?
Córczę 2: Chodził w różne strony , ale nie mógł znaleźć .
Córczę 1 : Zmęczony zasnął .
Ja : A gdy otworzył oczy zobaczył przemiłą staruszkę , siedząca w wygodnym fotelu . Staruszka była baaaardzo wysoka, miała długie ręce i cała była ubrana na biało .
Córczę 2: To była Babcia Śmierć . Pan się jej zapytał kiedy umrze .
Córczę 1: Babcia powiedziała mu , że nie przyszła jeszcze jego pora . Ale jak ta pora już przyjdzie , to żeby się nie bał . Bo wszyscy mówią , że śmierć jest straszna i niemiła - a ona jest przecież sympatyczna  jak kwiatek w ogródku . Jest babcią , która każdego chce przytulić - dlatego jest taka wysoka i ma długie ręce  .
Ja :   Nagle mężczyznę przeszył dziwny prąd . Babcia Śmierć zniknęła , a w jej miejscu pojawiła się Babcia Księżyc czuwająca na niebie nad tym , żeby każdy w swoim tempie  poznawał prawdę o życiu i śmierci . Mężczyzna wrócił do domu i żył długo . Czasem był bardziej , czasem mniej szczęśliwy . Ale o śmierci myślał już zawsze jak o kochającej i czułej  Babci , która wszystko wie i czeka z miłością.





Taka sytuacja ........





środa, 28 września 2016

O CZYM TO JA CHCIAŁAM .......

O wierze chciałam . W dzieci  . W to , że one WIEDZĄ .
Scenka taka  :
Córczę większe ma smutek na twarzy . Gadamy . Miała na lekcji zrobić 9 zadań . Zrobiła 5 i powiedziała , że więcej już dziś nie chce , bo są bardzo monotonne  i czuje wielkie zmęczenie  ciągłym skupieniem .
Usłyszała ( nie wiem jaka była rzeczywistość - to jest to , co usłyszała ona )  , że musi , bo innym będzie przykro  jeśli tylko ona nie zrobi . Że wszyscy muszą . Że trzeba . Że jeśli ona nie zrobi , a inni będą robić ,  to będzie to wobec tych innych niesprawiedliwe * . Wobec czego zrobiła na totalny odwal . Wróciła do domu i zadała mi pytanie : Mama dlaczego nikt mi nie wierzy w to , że ja siebie znam i wiem ile mogę zrobić i kiedy ? Ja wiedziałam że już więcej nie dam rady i jak nie mogłam przerwać to tak nabazgrałam , że potem aż mnie samej było głupio ....
Jej świadomość tego że wie , że robiła na odwal , bo nie widziała wyboru  absolutnie mnie powaliła .  Zrobiła coś nie po to żeby wyciągnąć z tego jak najwięcej korzyści , tylko po to , żeby zrealizować nie swój plan .
Równocześnie mam tak dużo szacunku i podziwu dla córkowej Pani . Myślę o tym , jak wiele wysiłku ,  starań i uczuć widzę w tym co robi .  Myślę też jak często musi się czuć bezradna , czy przytłoczona ilością oczekiwań  - ile dzieci tyle spraw , ilu rodziców tyle dróg , zawsze tykający zegar , chęć sprostania założonemu planowi , podstawa programowa  .....
Kilka lat temu nawet nie rozważałam innej szkoły niż publiczna , po kilku latach nie rozważałam innej szkoły niż ta w której teraz jest córczę  , pierwszą córkę karmiłam 7 miesięcy , drugą 2 lata z haczykiem , kiedyś im większej siły używałam do przekonania do swoich racji tym bardziej byłam z siebie dumna , teraz nie przekonuję nikogo tylko staram się słuchać   i mówić o sobie . Wszystko się zmienia , mamy coraz większe umiejętności , ciągle wyciągamy wnioski . Ja wiem , że za słowami "wszyscy muszą " stoi wiele potrzeb , dla których w danym momencie trudno znaleźć inny sposób na ogarnięcie . Intencja córczanej Pani jest dla mnie absolutnie klarowna i z założenia dobra . Ja wybrałabym jednak inny sposób .

Jaki ?
  •  Przede wszystkim chciałabym zdjąć z nauczycieli obciążenie przekonaniem , że w klasie są jedynymi osobami , które wiedzą co dobre , a co nie , kto powinien co i jak robić .  To co dobre dla jednego , nie zawsze jest dobre dla innego . Wyobrażam sobie jak wiele energii potrzeba , żeby utrzymać taki jeden "spójny" obraz dzieci w klasie i próbować znajdować jeden sposób , który zadowoli wszystkich. . 
  •  Chciałabym , żeby nauczyciele nie bali się , że zgoda na rozwiązanie zaproponowane przez jednego ucznia wywoła lawinę "wyłamek" . Może przez chwilę tak - zgodnie z zasadą psa spuszczonego z łańcucha . Jestem jednak przekonana , że im więcej wolności , tym więcej chęci i własnej odpowiedzialności . Im więcej mówienia i przede wszystkim życia w zgodzie z zasadą  , że sprawiedliwie to znaczy w sposób , który daje tyle ile każdy potrzebuje , a nie po równo - tym więcej spokoju o brak nadużyć w tej kwestii. 
  •  Chciałabym , żeby nauczyciele nie bali sie mówić prawdy o sobie i o tym co naprawdę myślą . Moim zdaniem im więcej prawdy w podejściu do każdego dziecka z klasy , tym większa spójność - bo nie oparta na "przewodzeniu" , ale po prostu na wspólnym byciu . Na byciu , które moim zdaniem polega przede wszystkim na pozostawaniu w prawdzie i na wyjściu z "roli" . Rozumiem to w ten sposób - jeśli dziecko zgadza się na zrobienie jakiegoś zadania :
a. ponieważ nauczyciel powiedział coś bardzo osobistego i prawdziwego  np. że pomimo ,  że uczenie się jakiegoś tematu jemu również nie przychodziło łatwo i uważał to za śmiertelne nudy  , ale równocześnie wie , że bez tej wiedzy w naszym systemie szkolnictwa można nie przejśc do następnej klasy , a bardzo mu zależy na tym , żeby jego uczniowie mieli możliwość dalszej nauki i rozwoju

to jest to coś zupełnie innego niż gdy dziecko "zgodzi się " na wykonanie jakiegoś zadania ponieważ :

b. usłyszy , że po prostu trzeba to zrobić i już .  Albo , że  wszyscy muszą . Albo , że jeśli tego nie zrobi to dostanie dwóję ,minus , chmurę czy co tam jeszcze .

  • Chciałabym wspólnego planowania celów . Tylko cel na który dziecko ma realny wpływ jest jego celem . Cel , który wyznacza ktoś inny jest rozkazem , mniejszą lub większą formą dominacji . Każde dziecko jest gotowe , żeby uczestniczyć w podejmowaniu decyzji dotyczących własnego życia . Umożliwienie dzieciom podejmowania takich decyzji jest jedyną drogą do tego żeby uczyły sie z entuzjazmem - czyli rzeczywiście uczyły się i rozwiązywały problemy , a nie tylko przyswajały informacje .
  • Chciałabym czasu i uważności na momenty , które budują bliskość . Na zauważanie trudności i dawanie razem rady . Na dostrzeganie daru jakim jest zdanie "nie chcę już dłużej nad tym pracować". To jest dar , którego wielu dorosłych w procesie wychowania zostało zupełnie pozbawionych - to jest dar SAMOŚWIADOMOŚCI . Że czegoś nie chcę , że coś jest zbyt trudne , że z czymś mi nie po drodze , że chcę inaczej  . To jest zalążek głębokiej odpowiedzialności za siebie samego . Za to , że kiedyś w przyszłości nasze dzieci nie będą   zrzucać na kogoś odpowiedzialności za swoje własne emocje , że będa umiały walczyć i starać się o jakość swojego życia .  Że jeśli ktoś się nie domyśli to poproszą , zamiast cierpieć w ciszy i czekać na zauważenie , lub co gorsza w ogóle nie zauważając , że coś jest w ich życiu zupełnie nie ich  .  Na miejscu nauczyciela , który otrzymuje od dziecka taki komunikat byłabym głęboko wdzięczna sobie samej , że moi uczniowie mają do mnie wystarczające zaufanie , żeby dzielić się ze mną takimi trudnościami . Że dają mi swoją prawdę . Że się nie boją . I że widzą sens tego dzielenia się - ufają , że raz z większą łatwością , raz z mniejszą , ale że poszukamy drogi ,która będzie i prawdziwa i wzbogacająca i pozwoli nam się rozwijać .  
  • Chciałabym budowania kontaktu , a nie udowadniania racji . Jestem przekonana , że każdy nacisk  - czy to w postaci słowa "musisz" , czy pod postacią nagrody , kary , szantażu , czy braku wyboru w długofalowej perspektywie działa tylko na niekorzyść . Bo odcina nas od prawdy o nas samych , o tym do czego dążymy . Ja bym bardzo chciała , żeby moje dzieci nie musiały się przekopywać przez tony nieuświadomionych spraw i uczyć świadomosci dopiero w dorosłym życiu .
I na koniec ( długiego ? za długiego ? za krótkiego? w sam raz? )postu  takie pytanie , które mi pomaga zobaczyć co dla mnie byłoby ważne w tej sytuacji :
Załóżmy , że w robocie dają Wam jakieś zadanie . Dla Was bardzo w tym momencie trudne - zbyt trudne . Mówicie , że nie dacie rady , że jesteście bardzo zmęczeni   . Jaką reakcję byście wybrali :
 -  Musisz to zrobić bo Cię zwolnię.
-  Wszyscy to robią więc Ty też musisz.
- Aha mówisz , że jestes bardzo zmęczony . No słyszę Cię .Ja też często jestem zmęczony a jakoś jednak robię.
- A czemu Ty taki jesteś zmęczony?!
- Ej no masz rację . Mega trudno jest to robić jak się jest zmęczonym....
- No dobra to co możemy zrobic , żebyś to zrobił pomimo zmęczenia ?
- Tiaaaaa zmęczony .... Chcesz się po prostu wykręcić od zrobienia tego !
  - Słyszę , że jesteś zmęczony - czy potrzebujesz mojej pomocy ? Czy chcesz żebyśmy razem poszukali rozwiązania ?


*W tym momencie opowiadania  świecę przed córczęciem oczami ,bo zawsze mówiłam coś zupełnie przeciwnego - że sprawiedliwość polega na tym , że każdy dostaje to czego potrzebuje , a nie to co inni  -  że jak córczę większe potrzebuje majtek , a córcze mniejsze skarpet , to nie dostają tego samego....

Wrześniowe zmiany objęły ścianę salonu :


I ściany kuchenne :


Córczana Pani zainspirowała nas do uważności i skupienia przy produkcji jesiennej mandali :




A w łazience  o poranku zastałam , oprócz wanny wypełnionej wodą z solami ,  SZTUKĘ :
 




sobota, 23 lipca 2016

改善



TYP 1 - cel
Zdobyć piatkę ....Nie ! Szóstkę z angielskiego .
TYP 2 - cel 
Doskonale porozumiewać się w języku angielskim .

TYP 1 - czas trwania 
rok
TYP 2 - czas trwania 
całe życie

TYP 1 - typ geometryczny 
krzywa styczna z osią - wysiłek skończony
TYP 2 - typ geometryczny 
asymptota - ciągłe doskonalenie , górny stan graniczny nie istnieje

TYP 1 - sposób realizacji 
podporządkowanie - ktoś wyznacza mój cel
TYP 2 - sposób realizacji
autonomia - sam wyznaczam swój cel

TYP 1 - sukces 
jedna  osoba z grupy
TYP 2 - sukces
każdy kto dąży do celu

TYP 1 - odpowiedzi 
już istnieją - ktoś wie jak i czego  mam się uczyć
TYP 2 - odpowiedzi 
odpowiedzi trzeba wymyślić - sam muszę znaleźć odpowiedź jaki rodzaj nauki jest dla mnie najlepszy i co chcę osiągnąć w danym czasie

TYP 1 - błędy 
są porażkami
TYP 2 - błędy 
są nieodłączną częścią rozwoju

TYP 1 - sens 
ocena
TYP 2 - sens
ciągły rozwój

TYP 1 - najlepszy  sposób
praca - musi być trudno i najlepiej nieprzyjemnie - mózg musi się podporządkować
TYP 2 - najlepszy sposób 
zabawa - powinno być łatwo i radośnie bo mózg to lubi najbardziej

TYP 1 - przeciwności 
teoria bytu - siła mojego umysłu jest skończona i niezależna ode mnie
TYP 2 - przeciwności  
teoria przyrastania - to w co wierzę kształtuje to co osiągam , a wierzę we własny wpływ na własny umysł

TYP 1 - ocena 
jest pomiarem tego ile mogę osiagnąć i nagrodą
TYP 2 - ocena 
jest jednym z etapów mojego rozwoju i informacją

TYP 1 - dążenie 
do wyniku
TYP 2 - dążenie 
do rozwoju

TYP 1 - słowa 
najlepszy /najmądrzejszy ,wyścig
TYP 2 - słowa 
na pewnym poziomie , o własnym tempie

TYP 1 - najlepszy
jeden
TYP 2 - najlepszy 
wszyscy

TYP 1 -  samopoczucie 
uzależnione od oceny
TYP 2 - samopoczucie 
niezależne od oceny

TYP 1 - motywacja
nagrody i kary 
TYP 2 - motywacja 
rozwój sam w sobie i jakość relacji

改善 - kaizen pisane znakami kanji - dążenie do mistrzostwa , ciagła zmiana na lepsze , poprawa .

Mój tegoroczny ogródkowy kaizen :) 


Kaizen szyciowy :) 



Radość i zabawa - seria "błotko" :) 




Radość i zabawa - seria "soda , ocet i barwniki" :) 



Radość i zabawa - seria "tablica z podkoszulka i ramki z IKEI" :) 




Radość i zabawa - seria " nie ma to jak znaleźć futro czochrającego się w Puszczy wolnego żubra " :) 


Radość i zabawa - seria " sianko " :) 


 Radość i zabawa - seria "noc Kupały" :) 


Radość i zabawa - seria "Puszczyk !!!! " :) 23:30 leśniczówka , środek Puszczy - przerażająco wspaniałe nagranie dźwiękowe - jakość by dyktafon w telefonie  :) 

video






środa, 29 czerwca 2016

MRÓWKA W KÓŁKU

Miałam w swoim życiu taki moment zdziwienia : jak to możliwe - ja się tak zmieniam , tak nad sobą pracuję , tak się pilnuję na każdym kroku , tyle wysiłku , tyle myśli a świat cholera ani drgnie . Kłótnie są , brak wzajemnej empatii jest , ktoś ma rację , a ktoś nie ma , jeden wygrywa , drugi musi przegrać - a JA przecież jestem sędzią idealnym , bo empatycznym.......
Otóż byłoby cudownie , gdyby ktoś w tamtym momencie oświecił mnie , że jestem tylko przebrana w kostium z napisem "empatia" , a w środku siedzi szakal i aż zaciera łapki z zadowolenia ...
Mówiłam , że rozumiem innych po to by wyglądać lepiej we własnych oczach  .
Dawałam rady i rozwiązania osądzając , które z nich są dobre , a które nie . Nie pozwalałam nikomu odnajdywać własnych rozwiązań .
Wytykałam ( empatycznie ;) ) co ktoś zrobił niezgodnie z moim nowym światopoglądem .
Butnie zachwycona nowym sposobem komunikacji , miałam niewielki szacunek dla osób , którym nie udawało się go stosować .
Stawiałam wyraźne granice , nie szanując granic innych .
Niby wierzyłam , że wszyscy są dobrzy , a każdy rodzaj przemocy jest wyrazem niespełnionych potrzeb  , ale niech no przemoc dotyczyła mnie samej - uuuuu , moja empatia dla siebie potrafiła miażdżyć przeciwnika .
Powoli się rodziła , a w zasadzie cały czas się rodzi moja otwartość na innych . I wielki szacunek dla ich odrębności , tempa , sposobów rozwoju . Cały czas uczę się słuchać . Trudne to :) .
Długo siedziałam w kółku z napisem Porozumienie Bez Przemocy rozumianym jako zbiór zasad . I nie mogłam wyjść , bo w mojej głowie była jakaś bariera . Słowo otwartość było poza  kółkiem , które narysowałam sobie w głowie . I tak się kręciłam i kręciłam i kręciłam do znudzenia...... I w końcu przyznałam się do swoich słabości , do swoich mózgowych kółek , do tego , że czasem nie mam sił , że mi się nie udaje to co zamierzyłam , że próbuję zaspokajać swoje potrzeby w dziwny sposób ,   że często czuję BEZRADNOŚĆ . I zobaczyłam to w innych . I wylazłam z kółka . Trochę ;)




wtorek, 14 czerwca 2016

WARSZTAT Z AGNIESZKĄ STEIN - MOJE PODSUMOWANIE

Wczoraj w Babickim Klubie Mam odbył się warsztat o wychowaniu bez nagród i kar z Agnieszką Stein  . Chciałabym zebrać kilka przewodnich myśli dla wszystkich zainteresowanych - tych którzy byli i tych którzy nie mogli :) W moim ujęciu .
  • Są potrzeby i są strategie 
Potrzeby  są uniwersalne dla wszystkich ludzi . Wszyscy miewamy te same potrzeby . Ale realizujemy je na zupełnie inne sposoby ( wybierając różne strategie ) .
Przykład :  potrzeba bliskości
Strategią mamy lub taty na zaspokojenie potrzeby bliskości z dzieckiem może być na przykład kulturalny przytulas , albo wspólny spacer , albo wieczorne czytanie .
 A dziecko może mieć  pomysł na zaspokojenie tej potrzeby przez wspólną zabawę , lub uwieszenie się na szyi rodzica i niekontrolowane tarmoszenie :) .
 Jeśli rodzic zauważa tylko to , że przeszkadza mu potomstwo dyndające u szyi , a nie zauważa , jak ważna potrzeba kryje sie za tym uwieszeniem  , ostro postawi granice mówiąc "uspokój się natychmiast " . Dziecko odchodzi a jego potrzeba bliskości nie zostaje zaspokojona .
Jeśli dziecko nie chce odejść i dalej próbuje zaspokoić potrzebę bliskości w sposób , który jest dla niego oczywisty - czyli poprzez dyndanie , a rodzic dyndania żywiołowo nie cierpi może powiedzieć "jak nie przestaniesz na mnie dyndać , to masz szlaban na TV " . Dziecko zapewne dyndać przestanie - co nie zmienia faktu , że bliskości nie dostało  .  Niezaspokojone potrzeby sie kumulują . Nienazwane potrzeby nie mają szansy na świadome zaspokojenie . Skumulowane , niezaspokojone potrzeby ma się ochotę zaspokoić jeszcze gwałtowniej - na przykład uwieszając sie coraz częsciej na rodzicu .
 Czy nie lepiej byłoby dostrzec i pomóc dziecku nazwać potrzebę ? I nauczyć , że zaspokajać potrzeby można uwzględniając "preferencje" innych ?
Na przykład " Czy ja dobrze rozumuję , że jak próbujesz tu na mnie dyndać to potrzebujesz wspólnego czasu ze mną i bliskości ? To chciałabym Ci zaproponować coś co będzie przyjemne również dla mnie - na przykład zawinę Ciebie i siebie wkocyk , zrobimy sobie jaskinię i tam sobie spędzimy przyjemną chwile bez dyndania . Co Ty na to ? "

  • Są kary i są nagrody 
 Kilka pytań , które może pozwolą Wam sobie to poukładać :
- czy karząc sprawiamy , że potrzeba dziecka jest zaspokojona ? Taka sytuacja -   potrzebujecie bliskości , ale nie umiecie o nią poprosić bo nawet do końca nie zdajecie sobie sprawy , że o nią właśnie Wam chodzi ( Kochanie potrzebuję bliskosci - czy mógłbyś /mogłabyś mnie przytulić ?) . Liczycie za to na to , że druga strona czegoś się domyśli . Próbujecie naprowadzać dając według Was wyraźne , a według drugiej strony niekoniecznie wyraźne sygnały . Gdy się nie domyśla zaczynacie się pieklić. Czy w sytuacji gdy się pieklicie wolicie , żeby druga osoba poszukała o co może Wam chodzić dopytując i tym samym pomagając Wam samym zdać sobie sprawę o jaką potrzebę Wam chodzi  , czy żeby ukarała Was za wasze pieklenie swoim milczeniem , oddaleniem i obrażeniem się ?
- czy dając nagrodę ( bo dziecko już  nie dynda i dostało lizaka ) - sprawiamy , że potrzeba ( np.bliskości ) jest zaspokojona ?
- czy karząc sprawiamy , że dziecko rozumie dlaczego chcielibyśmy żeby czegoś nie robiło ? ( np. że boli nas szyja przy dyndaniu )
- czy karząc za sprawienie  bólu , dziecko myśli  o tym jak biedny jest ten kogo zabolało , czy myśli o tym jak biedne jest ono samo , będąc ukaranym ?
- czy nagradzając sprawiamy , że dziecko rozumie dlaczego chcielibyśmy żeby czegoś nie robiło , lub coś robiło  ?
- czy kara i nagroda sprawia że dziecko robi coś bo naprawde widzi w tym sens ? ( czy praca domowa jest po to żeby ją zrobić i nie gadać , czy powinna być po to , żeby wynieść z niej jakieś korzyści ? Abstrahując od tego że przymusowa praca domowa do pewnego wieku przynosi same straty ......) O pracy domowej po mojemu można przeczytać TU
- czy jeśli karzemy dziecko to budujemy wzajemne zaufanie i zrozumienie ? 
- czy jeśli dziecko nie robi czegoś ( np. nie bije kolegi )  bo boi się kary , lub dlatego że lubi nagrodę , to gdy akurat nie będzie Was w pobliżu , żeby nagrodzić lub ukarać  ( bo wyjedzie samo na obóz , lub na zieloną szkołę , lub wyjdzie samo na dwór ) możecie być pewni , że nie uderzy ? A czy możecie być bardziej  pewni , że nie uderzy jeśli rozumie co może czuć osoba , którą uderzyło ?
- czy Wy lubicie być karani? Jak byście zareagowali na " Jeśli w tej chwili nie pozmywasz tych naczyń , masz szlaban na wieczorne wyjścia do Klubu Mam przez miesiąc ...."
- jak często byliście karani bo ktoś uważał , że zrobiliście coś "złego" , podczas gdy Wy nawet nie byliście  świadomi , że to co robicie jest dla kogoś niewygodne , niekomfortowe , lub trudne do zaakceptowania?
- jak często ktoś Was karał za to , że nie chcieliście zrobić czegoś co nie było ważne dla was samych ?

Mam nadzieję, że moje podsumowanie w trochę inny sposób niż sam warsztat , jakoś Wam pomogło :) 
 Przygotowałam dla Was również listę potrzeb - powieście sobie w centrum Waszego rodzinnego życia i jak czujecie złość to popatrzcie na nią - o jakiej nie zaspokojonej potrzebie ta złość Wam mówi ? A o zaspokojenie której z nich  może prosić dziecko nieporadnie wybierając przedziwną strategię ?





wtorek, 24 maja 2016

A KU-KU .....

Takie mnie pytanko nawiedziło przy podsypywaniu kompostu pod cukinie  . Jak często udaję , że czegoś nie ma , bo nie chcę żeby to było ?
Jak często nie idę do lekarza , bo nie chcę być chora - mimo , że już jestem chora  ? Absurd raczej....
Jak często zaprzeczam uczuciom moich dzieci , bo są dla mnie niewygodne - mimo , że przecież są i fakt , że im zaprzeczam tylko oszukuje mój mózg  a i moim dzieciom nie pomaga ? Tia....
Jak często  odkładam coś na jutro , udając , że dziś to nie istnieje - bo w ogóle nie chcę tego robić ? Rasowy andron ......
Jak często udaję , że nie jestem taka  , jaka jestem  - bo chciałabym być inna ? Bełkot jakby......
Jak często udaję , że nie jestem wkurzona - bo chciałabym nie być ? Ehhh....
Jak bardzo takie myśłenie odsuwa mnie od rozwiązań  !!!!!
Idąc do lekarza - szybciej wyzdrowieję .
Uznając uczucia moich dzieci - dam im potrzebne wsparcie . Takie jakiego  potrzebują  w danej chwili .
Nie  oszukując się , że mam do zrobienia mniej niż w rzeczywistości  i innych rzeczy niż w rzeczywistości  - dam sobie możliwość obmyślenia strategii na to jak podołać . Lub podjęcia świadomej decyzji , że tego nie zrobię .
Nie udając , że jestem inna niż jestem i uświadamiając sobie jaka naprawdę jestem i co chcę zmienić  - mogę podjąć wyzwanie i zacząć się zmieniać .
Nie udając , że jestem oazą spokoju ,  przyznając sie do tego - jestem w stanie ostrzec innych przed swoją burzą i albo ją przeczekać dając sobie przestrzeń na wygrzmienie , albo ją przerobić na wnioski . Na przykład przeanalizować co wywołuje we mnie złość i jak chcę i czy w ogóle chcę to zmienić lub nad tym pracować .
Najtrudniejsze dla mnie jest akceptowanie uczuć moich dzieci . Szczególnie paskudna bywam  w sytuacji gdy nałoży się moje udawanie , że nie jestem zdenerwowana  z ich emocjami , które są dla mnie trudne . Czyli ja udaję matkę ideał , a one mają zły dzień . Najpierw zaczynam moralizować , mówiąc ( bosz....... totalna hipokryzja ....) coś w sensie - no weź się przyjrzyj swojej złości . I jak zwykle ( ile razy mozna popełniać ten sam błąd .......) usiłuję wziąć odpowiedzialność za nie , a nie za siebie . Ile ja razy myślałam w życiu nad zdaniem " Sukces interwencji zależy od wewnętrznego stanu osoby , która interweniuje ." Jak na razie układ limbiczny vs. kora przedczołowa 1:0 ....... Ale pracujemy z korą nad tematem ........

W międzyrozmyślaniu powstała domowa hodowla boczniaka ostrygowatego



Wszystko rośnie i buduje objetość :



Dom nabiera kolorów :



W szkole Myszy  przeprowadziłam zajęcia z budowlanki . Panie ofiarnie produkowały cegiełki jakieś pół roku .....



Jeśli ktoś z Was chce pogadać z dziećmi o tym na czym polega praca architekta i jak powstaje dom - zapraszam do pobrania książeczki przygotowanej na powyższą okoliczność , w której staram się wyjaśnić złożoność zagadnienia ;)



 CZĘŚĆ 1
CZĘŚĆ 2





środa, 4 maja 2016

MUSZĘ ?


  1. Muszę chodzić do pracy . Muszę  tam często robić rzeczy , które nie są już dla mnie inspirujące. 
  2. Muszę ugotować obiad .
  3. Dzieci muszą mieć obowiązki 
A figa . Wcale nie muszę !   CHCĘ :) Tylko to słowo  buduje moją osobistą odpowiedzialność za to co robię , nie zwalając jej na jakiegoś mitycznego stwora , który do czegoś mnie zmusza......
  1. Chcę chodzić do pracy  !  Chcę do niej chodzić ponieważ mam bardzo silną potrzebę niezależności i bezpieczeństwa finansowego . Chcę robić tam wszystkie rzeczy , które prowadzą do należytego zadbania o moich klientów . Nawet te , które po wielu latach są dla mnie czynnościami nie wzbudzającymi wyjątkowego entuzjazmu . Chcę je robić ponieważ prowadzą one do wzajemnej satysfakcji i sprawiają , że efekt końcowy wspólnej pracy jest dobry  i dla mnie i dla kogoś . Chcę je robić ponieważ jest to mój wkład w czyjeś życie . Chcę  być osobą odpowiedzialną . Jeśli jednak moja praca , albo ja sama zmienimy sie na tyle , że potrzeby o których piszę przestaną być dla mnie ważne powiem , że już nie chcę pracować tak jak pracowałam . I poszukam aktualizacji :) 
  2. Chcę ugotować obiad !!! Chcę go - co więcej - ugotować z miłością . Tak , żeby był zdrowy i smaczny . Chcę  to robić , bo jest to dla mnie wkład w nasze wspólne życie . A jesli czasami moja potrzeba wypoczynku , albo rozrywki , jest silniejsza niż potrzeba wkładu w życie mojej rodziny - wtedy nie chcę go ugotować . I zamawiamy pizzę , albo jemy kanapki . Ale to jest mój świadomy wybór . Bo ja chcę , lub nie chcę . Ale wcale nie muszę . 
  3.  Ja uważam , że dzieci nie muszą mieć obowiązków  . Uważam , że świetnie jeśli chcą  mi pomóc . Niekoniecznie codziennie . Niekoniecznie w tych samych czynnościach  . Jesli chcą dać coś naszemu wspólnemu domowi , bo CHCĄ , to jest to dla mnie o wiele większy dar niż gdy dadzą mu coś bo MUSZĄ . A jesli nie chcą ? Pytam dlaczego nie chcą . Proszę  o pomoc . Bo lubie gdy wokół jest jakaś harmonia i łatwiej mi wtedy odpoczywać , a jestem dziś zmęczona i chciałabym chwilkę posiedzieć z gazetką . A jesli nadal nie chcą ? To pytam , czy nie zechcą już w ogóle nigdy   , czy  jest to dla nich nieodpowiedni czas , bo robią coś innego . Szczerze mówiąc chyba się nie zdażyło ( odkąd zaczęliśmy szanować swoje "nie" i odkąd mamy szacunek dla wzajemnych potrzeb )  żebyśmy sobie nie pomogli . Najważniejsza jest tu kwestia czasu - źle jest między nami wtedy , gdy to ja gwiazdorzę i próbuję moje dzieci do czegoś ZMUSIĆ  . I w dodatku ma to być zrobione NATYYYYYYCHMIAST !!!!  Nakręcam się i nakręcam , para idzie mi uszami , już , już planuję jakiś szantażyk , żeby pozbierały to co leży na podłodze . I tak nagle sobie uświadamiam - czego ja chcę ? Czy ja chcę ,żeby moja racja była ważniejsza niż ich racja ? Dlaczego ? Bo jestem dorosła ? Bo mam chęć na porządek TU I TERAZ ? Bo mam większą władzę nad nimi ? O nie ...... 
  Teraz czas na małe zwierzenie . ZECHCIAŁAM  być stolarzem :):):)  Uwielbiam wkrętarkę , piłę i te wszystkie wkręty i gwoździki .......

 

Wykonałam :
obrzeża do wzniesionych grządek i pergole na pnącza


skrzynkę do sadzenia ziemniaków



i domek dla lalek :D


Na pierwszej grządce Hugelkultur - permakulturowy system uprawy . Będą kalarepa , buraki , sałata ,marchewka i rzodkiewki :)

A dziewczęta zbierają dżdżownice i znoszą mi je ku pulchniejszej glebie:)


A potem w skupieniu

powstają dzieła projektantek