sobota, 23 lipca 2016

改善



TYP 1 - cel
Zdobyć piatkę ....Nie ! Szóstkę z angielskiego .
TYP 2 - cel 
Doskonale porozumiewać się w języku angielskim .

TYP 1 - czas trwania 
rok
TYP 2 - czas trwania 
całe życie

TYP 1 - typ geometryczny 
krzywa styczna z osią - wysiłek skończony
TYP 2 - typ geometryczny 
asymptota - ciągłe doskonalenie , górny stan graniczny nie istnieje

TYP 1 - sposób realizacji 
podporządkowanie - ktoś wyznacza mój cel
TYP 2 - sposób realizacji
autonomia - sam wyznaczam swój cel

TYP 1 - sukces 
jedna  osoba z grupy
TYP 2 - sukces
każdy kto dąży do celu

TYP 1 - odpowiedzi 
już istnieją - ktoś wie jak i czego  mam się uczyć
TYP 2 - odpowiedzi 
odpowiedzi trzeba wymyślić - sam muszę znaleźć odpowiedź jaki rodzaj nauki jest dla mnie najlepszy i co chcę osiągnąć w danym czasie

TYP 1 - błędy 
są porażkami
TYP 2 - błędy 
są nieodłączną częścią rozwoju

TYP 1 - sens 
ocena
TYP 2 - sens
ciągły rozwój

TYP 1 - najlepszy  sposób
praca - musi być trudno i najlepiej nieprzyjemnie - mózg musi się podporządkować
TYP 2 - najlepszy sposób 
zabawa - powinno być łatwo i radośnie bo mózg to lubi najbardziej

TYP 1 - przeciwności 
teoria bytu - siła mojego umysłu jest skończona i niezależna ode mnie
TYP 2 - przeciwności  
teoria przyrastania - to w co wierzę kształtuje to co osiągam , a wierzę we własny wpływ na własny umysł

TYP 1 - ocena 
jest pomiarem tego ile mogę osiagnąć i nagrodą
TYP 2 - ocena 
jest jednym z etapów mojego rozwoju i informacją

TYP 1 - dążenie 
do wyniku
TYP 2 - dążenie 
do rozwoju

TYP 1 - słowa 
najlepszy /najmądrzejszy ,wyścig
TYP 2 - słowa 
na pewnym poziomie , o własnym tempie

TYP 1 - najlepszy
jeden
TYP 2 - najlepszy 
wszyscy

TYP 1 -  samopoczucie 
uzależnione od oceny
TYP 2 - samopoczucie 
niezależne od oceny

TYP 1 - motywacja
nagrody i kary 
TYP 2 - motywacja 
rozwój sam w sobie i jakość relacji

改善 - kaizen pisane znakami kanji - dążenie do mistrzostwa , ciagła zmiana na lepsze , poprawa .

Mój tegoroczny ogródkowy kaizen :) 


Kaizen szyciowy :) 



Radość i zabawa - seria "błotko" :) 




Radość i zabawa - seria "soda , ocet i barwniki" :) 



Radość i zabawa - seria "tablica z podkoszulka i ramki z IKEI" :) 




Radość i zabawa - seria " nie ma to jak znaleźć futro czochrającego się w Puszczy wolnego żubra " :) 


Radość i zabawa - seria " sianko " :) 


 Radość i zabawa - seria "noc Kupały" :) 


Radość i zabawa - seria "Puszczyk !!!! " :) 23:30 leśniczówka , środek Puszczy - przerażająco wspaniałe nagranie dźwiękowe - jakość by dyktafon w telefonie  :) 

video






środa, 29 czerwca 2016

MRÓWKA W KÓŁKU

Miałam w swoim życiu taki moment zdziwienia : jak to możliwe - ja się tak zmieniam , tak nad sobą pracuję , tak się pilnuję na każdym kroku , tyle wysiłku , tyle myśli a świat cholera ani drgnie . Kłótnie są , brak wzajemnej empatii jest , ktoś ma rację , a ktoś nie ma , jeden wygrywa , drugi musi przegrać - a JA przecież jestem sędzią idealnym , bo empatycznym.......
Otóż byłoby cudownie , gdyby ktoś w tamtym momencie oświecił mnie , że jestem tylko przebrana w kostium z napisem "empatia" , a w środku siedzi szakal i aż zaciera łapki z zadowolenia ...
Mówiłam , że rozumiem innych po to by wyglądać lepiej we własnych oczach  .
Dawałam rady i rozwiązania osądzając , które z nich są dobre , a które nie . Nie pozwalałam nikomu odnajdywać własnych rozwiązań .
Wytykałam ( empatycznie ;) ) co ktoś zrobił niezgodnie z moim nowym światopoglądem .
Butnie zachwycona nowym sposobem komunikacji , miałam niewielki szacunek dla osób , którym nie udawało się go stosować .
Stawiałam wyraźne granice , nie szanując granic innych .
Niby wierzyłam , że wszyscy są dobrzy , a każdy rodzaj przemocy jest wyrazem niespełnionych potrzeb  , ale niech no przemoc dotyczyła mnie samej - uuuuu , moja empatia dla siebie potrafiła miażdżyć przeciwnika .
Powoli się rodziła , a w zasadzie cały czas się rodzi moja otwartość na innych . I wielki szacunek dla ich odrębności , tempa , sposobów rozwoju . Cały czas uczę się słuchać . Trudne to :) .
Długo siedziałam w kółku z napisem Porozumienie Bez Przemocy rozumianym jako zbiór zasad . I nie mogłam wyjść , bo w mojej głowie była jakaś bariera . Słowo otwartość było poza  kółkiem , które narysowałam sobie w głowie . I tak się kręciłam i kręciłam i kręciłam do znudzenia...... I w końcu przyznałam się do swoich słabości , do swoich mózgowych kółek , do tego , że czasem nie mam sił , że mi się nie udaje to co zamierzyłam , że próbuję zaspokajać swoje potrzeby w dziwny sposób ,   że często czuję BEZRADNOŚĆ . I zobaczyłam to w innych . I wylazłam z kółka . Trochę ;)




wtorek, 14 czerwca 2016

WARSZTAT Z AGNIESZKĄ STEIN - MOJE PODSUMOWANIE

Wczoraj w Babickim Klubie Mam odbył się warsztat o wychowaniu bez nagród i kar z Agnieszką Stein  . Chciałabym zebrać kilka przewodnich myśli dla wszystkich zainteresowanych - tych którzy byli i tych którzy nie mogli :) W moim ujęciu .
  • Są potrzeby i są strategie 
Potrzeby  są uniwersalne dla wszystkich ludzi . Wszyscy miewamy te same potrzeby . Ale realizujemy je na zupełnie inne sposoby ( wybierając różne strategie ) .
Przykład :  potrzeba bliskości
Strategią mamy lub taty na zaspokojenie potrzeby bliskości z dzieckiem może być na przykład kulturalny przytulas , albo wspólny spacer , albo wieczorne czytanie .
 A dziecko może mieć  pomysł na zaspokojenie tej potrzeby przez wspólną zabawę , lub uwieszenie się na szyi rodzica i niekontrolowane tarmoszenie :) .
 Jeśli rodzic zauważa tylko to , że przeszkadza mu potomstwo dyndające u szyi , a nie zauważa , jak ważna potrzeba kryje sie za tym uwieszeniem  , ostro postawi granice mówiąc "uspokój się natychmiast " . Dziecko odchodzi a jego potrzeba bliskości nie zostaje zaspokojona .
Jeśli dziecko nie chce odejść i dalej próbuje zaspokoić potrzebę bliskości w sposób , który jest dla niego oczywisty - czyli poprzez dyndanie , a rodzic dyndania żywiołowo nie cierpi może powiedzieć "jak nie przestaniesz na mnie dyndać , to masz szlaban na TV " . Dziecko zapewne dyndać przestanie - co nie zmienia faktu , że bliskości nie dostało  .  Niezaspokojone potrzeby sie kumulują . Nienazwane potrzeby nie mają szansy na świadome zaspokojenie . Skumulowane , niezaspokojone potrzeby ma się ochotę zaspokoić jeszcze gwałtowniej - na przykład uwieszając sie coraz częsciej na rodzicu .
 Czy nie lepiej byłoby dostrzec i pomóc dziecku nazwać potrzebę ? I nauczyć , że zaspokajać potrzeby można uwzględniając "preferencje" innych ?
Na przykład " Czy ja dobrze rozumuję , że jak próbujesz tu na mnie dyndać to potrzebujesz wspólnego czasu ze mną i bliskości ? To chciałabym Ci zaproponować coś co będzie przyjemne również dla mnie - na przykład zawinę Ciebie i siebie wkocyk , zrobimy sobie jaskinię i tam sobie spędzimy przyjemną chwile bez dyndania . Co Ty na to ? "

  • Są kary i są nagrody 
 Kilka pytań , które może pozwolą Wam sobie to poukładać :
- czy karząc sprawiamy , że potrzeba dziecka jest zaspokojona ? Taka sytuacja -   potrzebujecie bliskości , ale nie umiecie o nią poprosić bo nawet do końca nie zdajecie sobie sprawy , że o nią właśnie Wam chodzi ( Kochanie potrzebuję bliskosci - czy mógłbyś /mogłabyś mnie przytulić ?) . Liczycie za to na to , że druga strona czegoś się domyśli . Próbujecie naprowadzać dając według Was wyraźne , a według drugiej strony niekoniecznie wyraźne sygnały . Gdy się nie domyśla zaczynacie się pieklić. Czy w sytuacji gdy się pieklicie wolicie , żeby druga osoba poszukała o co może Wam chodzić dopytując i tym samym pomagając Wam samym zdać sobie sprawę o jaką potrzebę Wam chodzi  , czy żeby ukarała Was za wasze pieklenie swoim milczeniem , oddaleniem i obrażeniem się ?
- czy dając nagrodę ( bo dziecko już  nie dynda i dostało lizaka ) - sprawiamy , że potrzeba ( np.bliskości ) jest zaspokojona ?
- czy karząc sprawiamy , że dziecko rozumie dlaczego chcielibyśmy żeby czegoś nie robiło ? ( np. że boli nas szyja przy dyndaniu )
- czy karząc za sprawienie  bólu , dziecko myśli  o tym jak biedny jest ten kogo zabolało , czy myśli o tym jak biedne jest ono samo , będąc ukaranym ?
- czy nagradzając sprawiamy , że dziecko rozumie dlaczego chcielibyśmy żeby czegoś nie robiło , lub coś robiło  ?
- czy kara i nagroda sprawia że dziecko robi coś bo naprawde widzi w tym sens ? ( czy praca domowa jest po to żeby ją zrobić i nie gadać , czy powinna być po to , żeby wynieść z niej jakieś korzyści ? Abstrahując od tego że przymusowa praca domowa do pewnego wieku przynosi same straty ......) O pracy domowej po mojemu można przeczytać TU
- czy jeśli karzemy dziecko to budujemy wzajemne zaufanie i zrozumienie ? 
- czy jeśli dziecko nie robi czegoś ( np. nie bije kolegi )  bo boi się kary , lub dlatego że lubi nagrodę , to gdy akurat nie będzie Was w pobliżu , żeby nagrodzić lub ukarać  ( bo wyjedzie samo na obóz , lub na zieloną szkołę , lub wyjdzie samo na dwór ) możecie być pewni , że nie uderzy ? A czy możecie być bardziej  pewni , że nie uderzy jeśli rozumie co może czuć osoba , którą uderzyło ?
- czy Wy lubicie być karani? Jak byście zareagowali na " Jeśli w tej chwili nie pozmywasz tych naczyń , masz szlaban na wieczorne wyjścia do Klubu Mam przez miesiąc ...."
- jak często byliście karani bo ktoś uważał , że zrobiliście coś "złego" , podczas gdy Wy nawet nie byliście  świadomi , że to co robicie jest dla kogoś niewygodne , niekomfortowe , lub trudne do zaakceptowania?
- jak często ktoś Was karał za to , że nie chcieliście zrobić czegoś co nie było ważne dla was samych ?

Mam nadzieję, że moje podsumowanie w trochę inny sposób niż sam warsztat , jakoś Wam pomogło :) 
 Przygotowałam dla Was również listę potrzeb - powieście sobie w centrum Waszego rodzinnego życia i jak czujecie złość to popatrzcie na nią - o jakiej nie zaspokojonej potrzebie ta złość Wam mówi ? A o zaspokojenie której z nich  może prosić dziecko nieporadnie wybierając przedziwną strategię ?





wtorek, 24 maja 2016

A KU-KU .....

Takie mnie pytanko nawiedziło przy podsypywaniu kompostu pod cukinie  . Jak często udaję , że czegoś nie ma , bo nie chcę żeby to było ?
Jak często nie idę do lekarza , bo nie chcę być chora - mimo , że już jestem chora  ? Absurd raczej....
Jak często zaprzeczam uczuciom moich dzieci , bo są dla mnie niewygodne - mimo , że przecież są i fakt , że im zaprzeczam tylko oszukuje mój mózg  a i moim dzieciom nie pomaga ? Tia....
Jak często  odkładam coś na jutro , udając , że dziś to nie istnieje - bo w ogóle nie chcę tego robić ? Rasowy andron ......
Jak często udaję , że nie jestem taka  , jaka jestem  - bo chciałabym być inna ? Bełkot jakby......
Jak często udaję , że nie jestem wkurzona - bo chciałabym nie być ? Ehhh....
Jak bardzo takie myśłenie odsuwa mnie od rozwiązań  !!!!!
Idąc do lekarza - szybciej wyzdrowieję .
Uznając uczucia moich dzieci - dam im potrzebne wsparcie . Takie jakiego  potrzebują  w danej chwili .
Nie  oszukując się , że mam do zrobienia mniej niż w rzeczywistości  i innych rzeczy niż w rzeczywistości  - dam sobie możliwość obmyślenia strategii na to jak podołać . Lub podjęcia świadomej decyzji , że tego nie zrobię .
Nie udając , że jestem inna niż jestem i uświadamiając sobie jaka naprawdę jestem i co chcę zmienić  - mogę podjąć wyzwanie i zacząć się zmieniać .
Nie udając , że jestem oazą spokoju ,  przyznając sie do tego - jestem w stanie ostrzec innych przed swoją burzą i albo ją przeczekać dając sobie przestrzeń na wygrzmienie , albo ją przerobić na wnioski . Na przykład przeanalizować co wywołuje we mnie złość i jak chcę i czy w ogóle chcę to zmienić lub nad tym pracować .
Najtrudniejsze dla mnie jest akceptowanie uczuć moich dzieci . Szczególnie paskudna bywam  w sytuacji gdy nałoży się moje udawanie , że nie jestem zdenerwowana  z ich emocjami , które są dla mnie trudne . Czyli ja udaję matkę ideał , a one mają zły dzień . Najpierw zaczynam moralizować , mówiąc ( bosz....... totalna hipokryzja ....) coś w sensie - no weź się przyjrzyj swojej złości . I jak zwykle ( ile razy mozna popełniać ten sam błąd .......) usiłuję wziąć odpowiedzialność za nie , a nie za siebie . Ile ja razy myślałam w życiu nad zdaniem " Sukces interwencji zależy od wewnętrznego stanu osoby , która interweniuje ." Jak na razie układ limbiczny vs. kora przedczołowa 1:0 ....... Ale pracujemy z korą nad tematem ........

W międzyrozmyślaniu powstała domowa hodowla boczniaka ostrygowatego



Wszystko rośnie i buduje objetość :



Dom nabiera kolorów :



W szkole Myszy  przeprowadziłam zajęcia z budowlanki . Panie ofiarnie produkowały cegiełki jakieś pół roku .....



Jeśli ktoś z Was chce pogadać z dziećmi o tym na czym polega praca architekta i jak powstaje dom - zapraszam do pobrania książeczki przygotowanej na powyższą okoliczność , w której staram się wyjaśnić złożoność zagadnienia ;)



 CZĘŚĆ 1
CZĘŚĆ 2





środa, 4 maja 2016

MUSZĘ ?


  1. Muszę chodzić do pracy . Muszę  tam często robić rzeczy , które nie są już dla mnie inspirujące. 
  2. Muszę ugotować obiad .
  3. Dzieci muszą mieć obowiązki 
A figa . Wcale nie muszę !   CHCĘ :) Tylko to słowo  buduje moją osobistą odpowiedzialność za to co robię , nie zwalając jej na jakiegoś mitycznego stwora , który do czegoś mnie zmusza......
  1. Chcę chodzić do pracy  !  Chcę do niej chodzić ponieważ mam bardzo silną potrzebę niezależności i bezpieczeństwa finansowego . Chcę robić tam wszystkie rzeczy , które prowadzą do należytego zadbania o moich klientów . Nawet te , które po wielu latach są dla mnie czynnościami nie wzbudzającymi wyjątkowego entuzjazmu . Chcę je robić ponieważ prowadzą one do wzajemnej satysfakcji i sprawiają , że efekt końcowy wspólnej pracy jest dobry  i dla mnie i dla kogoś . Chcę je robić ponieważ jest to mój wkład w czyjeś życie . Chcę  być osobą odpowiedzialną . Jeśli jednak moja praca , albo ja sama zmienimy sie na tyle , że potrzeby o których piszę przestaną być dla mnie ważne powiem , że już nie chcę pracować tak jak pracowałam . I poszukam aktualizacji :) 
  2. Chcę ugotować obiad !!! Chcę go - co więcej - ugotować z miłością . Tak , żeby był zdrowy i smaczny . Chcę  to robić , bo jest to dla mnie wkład w nasze wspólne życie . A jesli czasami moja potrzeba wypoczynku , albo rozrywki , jest silniejsza niż potrzeba wkładu w życie mojej rodziny - wtedy nie chcę go ugotować . I zamawiamy pizzę , albo jemy kanapki . Ale to jest mój świadomy wybór . Bo ja chcę , lub nie chcę . Ale wcale nie muszę . 
  3.  Ja uważam , że dzieci nie muszą mieć obowiązków  . Uważam , że świetnie jeśli chcą  mi pomóc . Niekoniecznie codziennie . Niekoniecznie w tych samych czynnościach  . Jesli chcą dać coś naszemu wspólnemu domowi , bo CHCĄ , to jest to dla mnie o wiele większy dar niż gdy dadzą mu coś bo MUSZĄ . A jesli nie chcą ? Pytam dlaczego nie chcą . Proszę  o pomoc . Bo lubie gdy wokół jest jakaś harmonia i łatwiej mi wtedy odpoczywać , a jestem dziś zmęczona i chciałabym chwilkę posiedzieć z gazetką . A jesli nadal nie chcą ? To pytam , czy nie zechcą już w ogóle nigdy   , czy  jest to dla nich nieodpowiedni czas , bo robią coś innego . Szczerze mówiąc chyba się nie zdażyło ( odkąd zaczęliśmy szanować swoje "nie" i odkąd mamy szacunek dla wzajemnych potrzeb )  żebyśmy sobie nie pomogli . Najważniejsza jest tu kwestia czasu - źle jest między nami wtedy , gdy to ja gwiazdorzę i próbuję moje dzieci do czegoś ZMUSIĆ  . I w dodatku ma to być zrobione NATYYYYYYCHMIAST !!!!  Nakręcam się i nakręcam , para idzie mi uszami , już , już planuję jakiś szantażyk , żeby pozbierały to co leży na podłodze . I tak nagle sobie uświadamiam - czego ja chcę ? Czy ja chcę ,żeby moja racja była ważniejsza niż ich racja ? Dlaczego ? Bo jestem dorosła ? Bo mam chęć na porządek TU I TERAZ ? Bo mam większą władzę nad nimi ? O nie ...... 
  Teraz czas na małe zwierzenie . ZECHCIAŁAM  być stolarzem :):):)  Uwielbiam wkrętarkę , piłę i te wszystkie wkręty i gwoździki .......

 

Wykonałam :
obrzeża do wzniesionych grządek i pergole na pnącza


skrzynkę do sadzenia ziemniaków



i domek dla lalek :D


Na pierwszej grządce Hugelkultur - permakulturowy system uprawy . Będą kalarepa , buraki , sałata ,marchewka i rzodkiewki :)

A dziewczęta zbierają dżdżownice i znoszą mi je ku pulchniejszej glebie:)


A potem w skupieniu

powstają dzieła projektantek














wtorek, 19 kwietnia 2016

ZMRUŻ OCZY

Jak myślicie , czego nasze dzieci będą najbardziej potrzebowały gdy dorosną ?  Co chcielibyśmy im dać , żeby zabezpieczyć ich przyszłość ? Jakie umiejętności i wartości chcielibyśmy im przekazać ?
Dużo się nad tym ostatnio zastanawiam i jak przymrużę oczy to widzę .....
  •  Bardzo bym chciała nie zadeptać samoświadomości moich córek . Nie chcę im zabrać umiejętności odczytywania tego , co jest dla nich ważne ( a niekoniecznie dla mnie , dla naszej rodziny , dla szkoły  ) . Nie chcę im mówić "nie martw się " kiedy właśnie sie martwią , nie chcę im mówić "nie denerwuj się" kiedy właśnie się denerwują - bo chcę , żeby umiały zauważać , kiedy rzeczywiście się martwią i denerwują . Żeby były świadome swoich uczuć i emocji . Nie chce im mówić " no daj spokój , to nie boli aż tak , czemu płaczesz?"  bo chcę żeby widziały , że może je boleć to , czego inni  nawet nie zauważą . I nie mówię tu tylko o bólu fizycznym. Jak można być świadomym siebie , gdy wszyscy nam mówią , że to co wiemy o sobie nie jest prawdą ?
  • Chcę , żeby były świadome swoich potrzeb. Dlatego nie mówię im kiedy jest czas na odpoczynek , a kiedy nie . Bo to one mają mieć umiejętność dostrzegania tego w sobie - a nie inni ludzie . Dlatego nie chcę  mówić im , jakie tempo ich rozwoju mnie satysfakcjonuje - bo to jest ich rozwój . Ich potrzeba rozwoju . Czasem większa - wtedy mnie jest łatwiej , a czasem mniejsza - wtedy chcę pracować nad  swoimi przekonaniami i odkrywać , że z wieloma z nich ( np. że zawsze trzeba słuchać dorosłych ......  ) wcale mi nie po drodze ( bo nie każdego dorosłego warto słuchać - np. mnie jak jestem żmiją mamiją , jak określiłyśmy z córkami mój średnioczęsto występujący stan.....) Jak można znać własne potrzeby i uczyć się je zaspokajać , gdy wszyscy wiedzą za nas ?
  •  Chcę , żeby moje dzieci miały szansę budować swoją odpowiedzialność . Więc pytam :czy Ty córko pamietasz o pracy domowej ? I to faktycznie jest po prostu  pytanie dotyczące tego czy pamięta ( nie tego czy chce ją zrobić ) . To nie jest zawoalowana groźba . Nie pytam "co powie na to Pani ?" , "nie uważasz, że powinnaś ?" , "to twój wybór , ale ja na twoim miejscu ..." . Mówię - jesli będziesz potrzebowała mojej pomocy to pamiętaj , że jestem .  Marzę o tym , żeby odpowiedzialność za naukę była całkowicie po stronie  dzieci . Żeby to one decydowały , że są już gotowe i  chcą zaliczyć pewną partię materiału . Bardzo wierzę w to - i wiem że moje dzieci byłyby  na to gotowe - że samodzielność i odpowiedzialność można budować tylko i wyłącznie , w wyniku mierzenia się z doświadczeniem własnej wolności . Termin sprawdzianu czy klasówki wyznaczony przez kogoś w moim odczucieu też jakoś pozbawia tej decyzyjności . Taka klasówka czy sprawdzian , albo podlegająca ocenie obowiązkowa praca domowa  to nic innego jak przymus , który zabiera możliwość podejmowania samodzielnych i odpowiedzialnych wyborów . Chcę podejścia : tak jestem już gotowa . Znam plan nauki na ten rok , nauczyciel przypomina mi , że zbliżam się do czasu granicznego , który mamy na opanowanie jakiejś partii materiału , inspiruje mnie jeśli chodzi o metody po jakie mogę sięgnąć , żeby ten materiał opanować , inspiruje mnie swoją wiedzą i potrafi zaciekawić .Bawimy się razem ! Mieszamy wiedzę z języka z metodami programowania  , biologię z etyką a polski z karaoke - mój mózg jest zintegrowany i gotowy na nowe , przyjemne ścieżki . Mój przewodnik zachęca mnie dodatkowo do pytania innych dzieci , które być może już sobie z tym poradziły i proszenia o pomoc - integruje nas i uczy współpracy . Może mogłyby to być dzieci ze starszych klas ? A może jakiś specjalista albo pasjonat , którego sam muszę znaleźć i zaprosić  ?  Odpowiedzialność w moim rozumieniu ,  to umiejętność korzystania z własnej wolności . Więc im szybciej damy dzieciom wolność podpartą mądrym wsparciem ,  tym więcej naturalnych konsekwencji własnych wyborów i w efekcie więcej  troski o to , by te wybory nie szkodziły samym dzieciom  i innym ludziom .  Nie przekonuje mnie zdanie , które słyszę ciągle w przeróżnych miejscach że dzieci nie są jeszcze na to gotowe . A czy kiedykolwiek będą jeśli nie damy im możliwości nauczenia się tego ? Jak można nauczyć odpowiedzialności nie pozwalając na nią ?
  • Chcę , żeby moje dzieci  potrafiły czerpać mnóstwo energii ze swojej ciekawości . Dlatego chcę szanować fakt , że czasem bardziej są zainteresowane zgłębianiem znaczenia symbolu jin i jang zaobserwowanego na chłopaku Monster High  niż tabliczki mnożenia .... I widzę  w tym wielką sznasę na wspólny , ciekawy czas .I widzę w tym ich nieustający i piękny rozwój .Jak można pozostać otwartym i ciekawym , gdy wszyscy wiedzą lepiej co powinno  nas ciekawić ?
  • Ale ponieważ nie ucieknę od rzeczywistości , więc chcę, żeby potrafiły się nauczyć rzeczy , które nie są dla nich interesujące w jak najmniej szkodliwy dla nich sposób . Zdaję sobie sprawę , że droga do zmiany edukacji jest jeszcze daleka  i  wiem , że moje dzieci prędzej czy później  zostaną niestety postawione pod ścianą z napisem " TRZEBA , NALEŻY , MUSISZ , NIE INTERESUJE MNIE TWOJE ZDANIE I TWOJE TEMPO "  -  dlatego ciągle i nieustająco chcę im pokazywać drogi do tego , jak z rzeczy teoretycznie nieinteresujących  nauczyć się STWARZAĆ rzeczy interesujące . Bo to jest realna wiedza z zakresu neurodydaktyki , neurobiologi i najnowszej wiedzy o motywacji . Tej nauki - dla mnie zdecydowanie najważniejszej - mało w polskich szkołach . Tak bardzo brak kogoś , kto wprost powie - słuchaj , jeśli chcesz się tego nauczyć , ale temat jest dla ciebie usypiający , albo musisz , bo ktoś ci to po prostu rozkazał zrobić , i nie masz wyjścia  , możesz tak sprytnie do tego podejść, że STANIE się to dla ciebie (przynajmniej na jakiś czas ) interesujące . A już jakby powiedział chodź poszukamy razem metody odpowiedzniej dla ciebie , to byłaby pełnia szczęścia .Takich metod do odnalezienia jest całe mnóstwo . Ale nikt o nich nie mówi i nie pokazuje - przede wszystkim dostrajania sposobów do własnej osobowości i zainteresowań oraz planowania własnej nauki . Wybierania spośród  : mapy myśli ,  mnemotechnik , eksperymentów ,  łańcuchów skojarzeń , metod  miejsc , metod zakładkowych ,    tworzenia gier i zabaw , projektowania , stwarzanie sobie samemu inspirującego środowiska , ehhhh..... Czy chcielibyście  nauczycieli , którzy powiedzą Wam lub Waszym dzieciom o tym JAK  się uczyć i budzić fascynacje  , a nie tylko czego się uczyć ? Ja pamiętam , że znalazłam sposób na własną naukę dopiero przed maturą ...... Jak można się uczyć , gdy próbuje się  mózg działający na zasadzie  Autopoiesis (samotworzenia), a nie Xenopoiesis (zewnętrznie sterowanego tworzenia) formować według cudzych wyobrażeń i życzeń ?
  •  Chcę żeby nasz dom był tylko i wyłącznie domem . Domem w którym w miarę możliwości nie ma pracy . Domem , który zaspokaja naszą wspólną potrzebę bezpieczeństwa , odpoczynku , swobody wyboru planów . Domem w którym panują akceptacja i miłość . Tak - żeby moje dzieci do szkoły przychodziły tylko po edukację . A nie po szacunek , nie po niezaspokojoną potrzebę kontaktu fizycznego , nie po zabawę , nie po relacje. Jesli to wszystko dostaną również w szkole , to świetnie !!!!!- ale nie będa tego szukać z poczucia braku ,  tylko z poczucia , że tak właśnie powinno być .
Ło matulu ( jak mówi złomek ) , żem się rozpisała ......... Mogłabym jeszcze i jeszcze , ale mam szacunek dla czytelnika :D

ps. Tak dopieszczałam , dopieszczałam powyższy tekst - a i tak umknęło mi pełne generalizacji i krzywdzące wielu nauczycieli zdanie " czy kiedykolwiek spotkaliście nauczyciela , który powiedział jak , a nie tylko czego sie uczyć ?" - jak gdyby takich nauczycieli nie było ...... Zmieniłam to zdanie na "czy chcelibyście spotkać takiego nauczyciela ?" Pisałam o sobie - ja  nie spotkałam takiego nauczyciela w swoim życiu . Wyszedł ze mnie SZAKAL .......




poniedziałek, 21 marca 2016

KOLEJ RZECZY

1. Rodzi się Nowy Człowiek.
2. Nowy Człowiek ma spełniać oczekiwania świata - spać wtedy kiedy mu się każe , jeść wtedy kiedy mu się każe i to co mu się każe , potem uczyć się tego co mu się każe i kiedy mu się każe , w dodatku w sposób który wybiera ktoś poza nim samym  . Ma kochać i szanować tych których każe mu się kochać i szanować . Ma również być grzeczny ( w sposób w jaki mu się każe ) . Ma się nie bać , w ogóle nie przeżywać zbyt wielu trudnych dla innych emocji - ma być dzielny ( ale bynajmniej nie z powodu dużych zasobów wewnętrznej siły i odwagi - raczej dlatego , że mu się każe )
3. Gdy nowy człowiek próbuje pokazywać jaki jest on sam - że nie lubi brokułów , nie chce się bawić cicho , a uczenie matematyki widzi inaczej niż ciag działań do wykonania na kartce-  wkracza MOTYWACJA ver.2
4. MOTYWACJA ver.2 polega na wytresowaniu Nowego Człowieka tak aby właściwie reagował na spotykające go wydarzenia  . Właściwie - czyli zgodnie ze zdaniem tego , który mu każe .
Najpierw działa metoda na chrupka kukurydzianego  ( jak zjesz brokułka to mama da chrupeczka - sama przetestowałam ) . Następnie wprowadzane są naklejki z ulubionym bohaterem ( pani doktor tylko dotknie Ci ząbek bo tam sie zalęgły robaczki i jak dasz dotknąć to dostaniesz naklejeczkę , bo jak wiemy  zębów nie leczy się  żeby były zdrowe - zęby się leczy żeby coś dostać , i w zębach  nie ma też bakterii tylko robaczki właśnie .... ) . Następny okres to czas wprowadzenia metody naklejkowej numer dwa - czyli naklejki z czarną chmurą . Czarna chmura działa na podobnej zasadzie co naklejany spajdermen lub kucyk pony - tym razem należy się jedynie przestawić na to , że nie należy jej zdobyć . Gdy metody naklejkowe ulegną nieuchronnej dewaluacji , przechodzimy do metod pieniężnych oraz metod długopisowych . Metoda pieniężna jest prosta - wystarczy zwiększać kwotę motywacyjną , gdy zauważy sie , że za 10 złotych Nowy Człowiek nie chce już wynosić śmieci tak chętnie jak wcześniej . Metoda długopisowa polega na wpisywaniu ocen w kratki Dziennika Szkolnego . Wpisana cyfra w zależności od przyjetego w danym kraju systemu ma być unikana lub ma się do niej dążyć . Ślad długopisu ma niewiarygodną moc , jak na rzeczywiste znaczenie mieszaniny pigmentów i rozpuszczalnika .....
5. Nowy Człowiek jest już wystarczająco dobrze wyedukowany , żeby działać zgodnie z zasadą , że  wiekszości  rzeczy nie robi się tylko dlatego , że się je lubi lub nie , chce się je zrobić lub nie , lub chociaż dlatego , że są ciekawe lub ciekawie wytłumaczone , albo co gorsza ROZUMIE SIĘ po co TRZEBA je zrobić .  Nowy Człowiek - tak przyjemnie wyposażony przez naturę w samoświadomość , traci umiejętność dostrzegania własnych potrzeb , pragnień i tego co jest dla niego naprawdę ważne.
6. Nowy Człowiek jest za to chojnie wyposażony  przez MOTYWACJĘ ver.2 . Przyzwyczaja się , że nie ma sensu mieć własnego zdania , bo i tak znajdzie sie Kontroler Systemu , który wie lepiej . W związku z zaufaniem pokładanym w Kontrolerze ( w końcu to już ładnych parę lat )  Nowy Człowiek przyzwyczaja się również , że gdy nie dostanie jasnego przekazu "masz zrobić to i to " , wzmocnionego " bo jak nie " albo "jeśli zrobisz to dostaniesz" to nie robi nic - a raczej robi to co jeszcze kojarzy mu się przyjemnie . Na pewno nie jest to nauka - Kontrolerzy nauczyli Nowego Człowieka , że w nauce przyjemności to raczej nie ma co szukać - nauka to przymus, brak wpływu na to czego , w jakim tempie i w jaki sposób się uczy . A przymus jak wiemy jest rzecza nieprzyjemną , od której sie ucieka ....
7. Nowemu Człowiekowi można przeprowadzić reinstalację na system pierwotny MOTYWACJA 1.0 . Jest to jednak proces długi , w którym efekty nie sa tak spektakularne jak w systemie MOTYWACJA 2.0 za to trwałe i piękne . Kłopot w tym , że żeby reinstalację przeprowadzić Nowemu Człowiekowi , najpierw muszą ją sobie przeprowadzić Kontrolerzy Systemu i nauczyć się obsługiwać własny interfejs ....