sobota, 4 lutego 2017

DLA MOICH CÓRECZEK



W wielkim , ogromnym , wspaniałym lesie , mieszkały dwie zakochane sowy .
Ona miała na imię Anapupeja i była piękną , puszystą uszatką . On miał na imię Brempo - był przystojnym puchaczem .
Sowy zakochały się  w sobie bez pamięci .
Przytulały się, uwielbiały razem jeść i latać na spacery , ale ponad wszystko kochały ze sobą rozmawiać .
Rozmawiały o wszystkim : o sprawach poważnych i zupełnie błahych , o radościach i problemach  . A im więcej rozmawiały - tym bardziej czuły się zakochane i tym lepiej się rozumiały .
Kiedy Brempo miał problem , leciał do gniazdomu i przytulony do Anapupei  opowiadał jej o swoich zmartwieniach – od razu robiło mu się lepiej. Wysłuchany , jakoś lepiej rozumiał sam siebie .  Jego problem albo malał z każdym słowem , albo nagle pojawiało sie nowe możliwe rozwiązanie . A czasem problem się nie zmieniał i nie znikał , ale zmieniał się sam Brempo .
Tak samo było z Anapupeją – kiedy była smutna , przytulała się do Brempo , opowiadała mu co czuje , jak bardzo chciałaby inaczej i nagle jak za sprawą czarodziejskiej różdżki smutek i złość zaczynały dawać jej siłę !
Oczywiście sowy czasem się kłóciły .Całkiem głośno ! Raz nawet  przyszedł do nich sąsiad jeż - bo huki i pohukiwania  nie dawały mu spać , a rano musiał przecież wstać do pracy  . Ale nawet kiedy się pokłócili – nic nie pomagało bardziej niż rozmowa . Po rozmowie  nie były nawet potrzebne wzajemne przeprosiny  .   
Sowy żyły sobie spokojnie , kochając się i szanując wzajemnie . I dzięki  tej wielkiej , przeogromnej miłości  wydarzył się najprawdziwszy CUD .
Ananpupeja urządziła dla Brempo miłą kolację . Ugotowała jego ulubioną ćmową zupkę , zapaliła świetliki  i oświadczyła , że będą mieli jajo !
Och jak bardzo Brempo się cieszył !  Dbał o Anapupeję , wyciskał jej soczki z brzozowych gałązek , masował jej skrzydła i plecki , czesał z miłością pędzle na ukochanej główce  . I oczywiście dużo rozmawiali o tym jak to będzie mieć jajo . Trzymali się za lotki i siedząc w świetle księżyca mówili sobie o swojej radości  i o tym jak zapewne zmieni się ich sowie życie .
Brempo uwił w dziupli mięciuchne , milutkie, cieplutkie gniazdko . I pewnego dnia Anapupeja złożyła w nim , najpiękniejsze na świecie , piegowate , malutkie jajo .
Anapupeja wysiadywała jajo całymi godzinami . Głaskała je , śpiewała mu piosenki , przecierała je wilgotnymi ściereczkami z mchu i lisiego podszerstka . Gdy była już bardzo zmęczona na jajo siadał Brempo . Anapupeja robiła wtedy coś miłego dla siebie – malowała pazurki , czytała książkę albo po prostu w spokoju zmywała naczynia  , a Brempo – tatuś czytał jajku bajki .
 Nadal często rozmawiali – o tym jak bardzo kochają swoje jajo , co mogą zrobić, żeby znaleźć trochę czasu na wspólne śniadanko , no i jak to będzie kiedy zacznie się wykluwanie …… Dzięki temu byli spokojni  i mniej  denerwowali  się tym co miało się wydarzyć już niedługo .
Pewnego dnia rano Anapupeja przysypiała jeszcze przytulona do jaja . Brempo krzątał się już w kuchni robiąc kawę z żołędzi  i opiekając  grzybowe tosty .
Nagle oboje usłyszeli cichutki stukot .
- To już !-  powiedziała z absolutnym zachwytem , ale też z odrobiną strachu Anapupeja .
- Kochanie oddychaj głęboko , połóż się wygodnie przy jaju a ja przygotuję ciepłą wodę i czyste ściereczki .
Stukanie przybierało na sile .Na jaju pojawiła się malusieńka dziurka .  W dziurce pojawił się czubeczek dzioba .Potem długo nie działo się nic , ale w końcu na skorupce zaczęły  pojawiać się coraz to nowe rysy .  Dziurka była już na tyle duża , że błysnęło  w niej najpierw  jedno oko ,a potem drugie . Nagle cały wierzch skorupki odskoczył , a z jaja wyjrzał mokry , wielkooki  sowi pisklak !
Anapupeja czym prędzej wyciągnęła pisklątko ze skorupki . Wytarli je z miłością do sucha , i przykryli piękną kołderką uplecioną  przez Anapupeję z  mięciutkiego włosia lemingów i koszatniczek .
To Sowinka !!!! krzyknął Brempo  obejmując Anapupeję  .  Maleństwo jeszcze szerzej otworzyło piękne , wielkie , sowie oczy i wyciągnęło skrzydełka .  Rodzice przytulili okruszynkę  grzejąc ją ciepłem swoich ciał .
- Mam na imię Lempi , cały czas słyszałam Was przez skorupkę . I  już bardzo chcę z Wami porozmawiać - szepnął pisklaczek wtulając się ciaśniej między rodziców  .



piątek, 6 stycznia 2017

CZASOWNIKI ......


"Nie wystarczy zdobywać mądrość , trzeba jeszcze z niej korzystać ."

"Nie wystarczy po prostu  słyszeć , albo czytać . Powinniście się starać wykorzystywać nauki w praktyce duchowej , ponieważ jedynie wtedy przyniosą one prawdziwy pożytek."

"Kiedy macie problem w swoim życiu, rzecz nie w tym, żeby się go pozbyć; rzecz w tym, żeby dzięki niemu rosnąć. Rzecz nie w tym, żeby po prostu rozwiązać problem; rzecz w tym, żeby rosnąć rozwiązując go."

"Słowa, które wypowiadamy są pokarmem. Możemy używać słów, które odżywią nas i drugą osobę. To co mówisz i piszesz, powinno przekazywać jedynie współczucie i zrozumienie."


"Gdy zaczynamy praktykować uważną świadomość, rozpoczynamy drogę do samych siebie, do domu. Dom jest miejscem, w którym znika samotność. Gdy jesteśmy w domu, czujemy, że nam ciepło, wygodnie, jesteśmy bezpieczni i spełnieni. Opuściliśmy nasze domy na długi czas i są one zaniedbane. Ale droga do domu nie jest długa. Dom jest w nas. Powrót do domu wymaga jedynie, by usiąść i pobyć z sobą, zaakceptować sytuację taką, jaka jest. Tak, może tam być bałagan, ale akceptujemy go, ponieważ wiemy, że nie było nas w domu przez długi czas. Tak więc teraz wróciliśmy. Robiąc wdech i wydech, z naszym uważnym oddychaniem, bierzemy się za porządki."

"Nie możesz wybrać, jak umrzesz. Ani kiedy to nastąpi. Możesz zdecydować tylko o tym, jak będziesz żyć. Teraz."

"Nauczyłem się, jak wprowadzać zmiany i dobrze się przy tym bawić. Eksperymentuję z jedną, dwiema rzeczami na miesiąc i sprawdzam, co się dzieje. Utrwalam zmiany, z którymi czuję się naturalnie, i porzucam te, które nie działają tak dobrze. To samo proponuję Tobie."

 DZIAŁANIE .... 
Dla mnie to najtrudniejsze - przekuć informacje i umiejętności , o których czytam i je rozumiem  , na prawdziwą wiedzę i umiejętności  , które wynikają  z mojego działania zgodnego z tym zrozumieniem .
 Nie wystarczy myśleć o zmianach , trzeba je robić i próbować myśleć w inny sposób  ...... Tylko wtedy powstają nowe połączenia w naszym mózgu . Tylko wtedy jesteśmy w stanie zamienić stare nawyki na nowe .
Nie można się nauczyć grać na pianinie nie robiąc tego . Ułatwia sprawę patrzenie i słuchanie tego kto umie .
 Nie można się nauczyć empatycznie komunikować , nie robiąc tego . Ułatwia sprawę przebywanie w towarzystwie kogoś , kto to potrafi .
To dokładnie taki sam mechanizm nabywania umiejetności jak robienie na szydełku , jazda na rowerze czy malowanie paznokci lewą ręką ..... Trzeba zacząć , pomimo trudności i porażek . I coraz więcej i więcej i mocniej i głębiej próbować . A i tak zawsze będziemy mieć przed sobą coraz trudniejszy wzór na szydełku , ewolucje na rowerze, skomplikowane esyfloresy  na paznokciu i coraz więcej zrozumienia dla siebie i świata . I to właśnie jest super .

Z okołoświątecznych  działań bliższych ziemi :

1. Tatomąż wykonał wziuuuuu schodowe


2. Światecznych dekoracji moc + urodzinowa dekoracja córczęcia w klimacie zwierząt mrozu i śniegu







3. Papier pakowy handmade jak zawsze

 4. Zazdrostka malowana flamastrem kredowym

5.Koc robiony palcami

6. Stajnia dla koni



7. "Sekrety Morza" obejrzane po raz nie wiem już który....


 

8.Złapane  radości



  Użyte cytaty :
1.Cyceron
2.Dalajlama
3. A.H.Almaas "Diamentowe serce"
4/5. Tchich Nhat Hahn "Szkoła komunikacji według mistrza Zen."
6. Joan Baez Daybreak
7. Leo Barbauta " 52 zmiany "
8.Regina Brett "Jak szukac spełnienia ."



czwartek, 3 listopada 2016

BABCIA ŚMIERĆ

Córczę 2: Był sobie raz Pan , który uczył się jeździć samochodem .
Córczę 1 : Pewnego razu pojawił się u niego duch przodka i powiedział mu , że niedługo czeka go śmierć .
Ja: Facet wziął latarkę i poszedł na poszukiwanie śmierci - chciał się dowiedzieć  dlaczego już !?
Córczę 2: Chodził w różne strony , ale nie mógł znaleźć .
Córczę 1 : Zmęczony zasnął .
Ja : A gdy otworzył oczy zobaczył przemiłą staruszkę , siedząca w wygodnym fotelu . Staruszka była baaaardzo wysoka, miała długie ręce i cała była ubrana na biało .
Córczę 2: To była Babcia Śmierć . Pan się jej zapytał kiedy umrze .
Córczę 1: Babcia powiedziała mu , że nie przyszła jeszcze jego pora . Ale jak ta pora już przyjdzie , to żeby się nie bał . Bo wszyscy mówią , że śmierć jest straszna i niemiła - a ona jest przecież sympatyczna  jak kwiatek w ogródku . Jest babcią , która każdego chce przytulić - dlatego jest taka wysoka i ma długie ręce  .
Ja :   Nagle mężczyznę przeszył dziwny prąd . Babcia Śmierć zniknęła , a w jej miejscu pojawiła się Babcia Księżyc czuwająca na niebie nad tym , żeby każdy w swoim tempie  poznawał prawdę o życiu i śmierci . Mężczyzna wrócił do domu i żył długo . Czasem był bardziej , czasem mniej szczęśliwy . Ale o śmierci myślał już zawsze jak o kochającej i czułej  Babci , która wszystko wie i czeka z miłością.





Taka sytuacja ........





środa, 28 września 2016

O CZYM TO JA CHCIAŁAM .......

O wierze chciałam . W dzieci  . W to , że one WIEDZĄ .
Scenka taka  :
Córczę większe ma smutek na twarzy . Gadamy . Miała na lekcji zrobić 9 zadań . Zrobiła 5 i powiedziała , że więcej już dziś nie chce , bo są bardzo monotonne  i czuje wielkie zmęczenie  ciągłym skupieniem .
Usłyszała ( nie wiem jaka była rzeczywistość - to jest to , co usłyszała ona )  , że musi , bo innym będzie przykro  jeśli tylko ona nie zrobi . Że wszyscy muszą . Że trzeba . Że jeśli ona nie zrobi , a inni będą robić ,  to będzie to wobec tych innych niesprawiedliwe * . Wobec czego zrobiła na totalny odwal . Wróciła do domu i zadała mi pytanie : Mama dlaczego nikt mi nie wierzy w to , że ja siebie znam i wiem ile mogę zrobić i kiedy ? Ja wiedziałam że już więcej nie dam rady i jak nie mogłam przerwać to tak nabazgrałam , że potem aż mnie samej było głupio ....
Jej świadomość tego że wie , że robiła na odwal , bo nie widziała wyboru  absolutnie mnie powaliła .  Zrobiła coś nie po to żeby wyciągnąć z tego jak najwięcej korzyści , tylko po to , żeby zrealizować nie swój plan .
Równocześnie mam tak dużo szacunku i podziwu dla córkowej Pani . Myślę o tym , jak wiele wysiłku ,  starań i uczuć widzę w tym co robi .  Myślę też jak często musi się czuć bezradna , czy przytłoczona ilością oczekiwań  - ile dzieci tyle spraw , ilu rodziców tyle dróg , zawsze tykający zegar , chęć sprostania założonemu planowi , podstawa programowa  .....
Kilka lat temu nawet nie rozważałam innej szkoły niż publiczna , po kilku latach nie rozważałam innej szkoły niż ta w której teraz jest córczę  , pierwszą córkę karmiłam 7 miesięcy , drugą 2 lata z haczykiem , kiedyś im większej siły używałam do przekonania do swoich racji tym bardziej byłam z siebie dumna , teraz nie przekonuję nikogo tylko staram się słuchać   i mówić o sobie . Wszystko się zmienia , mamy coraz większe umiejętności , ciągle wyciągamy wnioski . Ja wiem , że za słowami "wszyscy muszą " stoi wiele potrzeb , dla których w danym momencie trudno znaleźć inny sposób na ogarnięcie . Intencja córczanej Pani jest dla mnie absolutnie klarowna i z założenia dobra . Ja wybrałabym jednak inny sposób .

Jaki ?
  •  Przede wszystkim chciałabym zdjąć z nauczycieli obciążenie przekonaniem , że w klasie są jedynymi osobami , które wiedzą co dobre , a co nie , kto powinien co i jak robić .  To co dobre dla jednego , nie zawsze jest dobre dla innego . Wyobrażam sobie jak wiele energii potrzeba , żeby utrzymać taki jeden "spójny" obraz dzieci w klasie i próbować znajdować jeden sposób , który zadowoli wszystkich. . 
  •  Chciałabym , żeby nauczyciele nie bali się , że zgoda na rozwiązanie zaproponowane przez jednego ucznia wywoła lawinę "wyłamek" . Może przez chwilę tak - zgodnie z zasadą psa spuszczonego z łańcucha . Jestem jednak przekonana , że im więcej wolności , tym więcej chęci i własnej odpowiedzialności . Im więcej mówienia i przede wszystkim życia w zgodzie z zasadą  , że sprawiedliwie to znaczy w sposób , który daje tyle ile każdy potrzebuje , a nie po równo - tym więcej spokoju o brak nadużyć w tej kwestii. 
  •  Chciałabym , żeby nauczyciele nie bali sie mówić prawdy o sobie i o tym co naprawdę myślą . Moim zdaniem im więcej prawdy w podejściu do każdego dziecka z klasy , tym większa spójność - bo nie oparta na "przewodzeniu" , ale po prostu na wspólnym byciu . Na byciu , które moim zdaniem polega przede wszystkim na pozostawaniu w prawdzie i na wyjściu z "roli" . Rozumiem to w ten sposób - jeśli dziecko zgadza się na zrobienie jakiegoś zadania :
a. ponieważ nauczyciel powiedział coś bardzo osobistego i prawdziwego  np. że pomimo ,  że uczenie się jakiegoś tematu jemu również nie przychodziło łatwo i uważał to za śmiertelne nudy  , ale równocześnie wie , że bez tej wiedzy w naszym systemie szkolnictwa można nie przejśc do następnej klasy , a bardzo mu zależy na tym , żeby jego uczniowie mieli możliwość dalszej nauki i rozwoju

to jest to coś zupełnie innego niż gdy dziecko "zgodzi się " na wykonanie jakiegoś zadania ponieważ :

b. usłyszy , że po prostu trzeba to zrobić i już .  Albo , że  wszyscy muszą . Albo , że jeśli tego nie zrobi to dostanie dwóję ,minus , chmurę czy co tam jeszcze .

  • Chciałabym wspólnego planowania celów . Tylko cel na który dziecko ma realny wpływ jest jego celem . Cel , który wyznacza ktoś inny jest rozkazem , mniejszą lub większą formą dominacji . Każde dziecko jest gotowe , żeby uczestniczyć w podejmowaniu decyzji dotyczących własnego życia . Umożliwienie dzieciom podejmowania takich decyzji jest jedyną drogą do tego żeby uczyły sie z entuzjazmem - czyli rzeczywiście uczyły się i rozwiązywały problemy , a nie tylko przyswajały informacje .
  • Chciałabym czasu i uważności na momenty , które budują bliskość . Na zauważanie trudności i dawanie razem rady . Na dostrzeganie daru jakim jest zdanie "nie chcę już dłużej nad tym pracować". To jest dar , którego wielu dorosłych w procesie wychowania zostało zupełnie pozbawionych - to jest dar SAMOŚWIADOMOŚCI . Że czegoś nie chcę , że coś jest zbyt trudne , że z czymś mi nie po drodze , że chcę inaczej  . To jest zalążek głębokiej odpowiedzialności za siebie samego . Za to , że kiedyś w przyszłości nasze dzieci nie będą   zrzucać na kogoś odpowiedzialności za swoje własne emocje , że będa umiały walczyć i starać się o jakość swojego życia .  Że jeśli ktoś się nie domyśli to poproszą , zamiast cierpieć w ciszy i czekać na zauważenie , lub co gorsza w ogóle nie zauważając , że coś jest w ich życiu zupełnie nie ich  .  Na miejscu nauczyciela , który otrzymuje od dziecka taki komunikat byłabym głęboko wdzięczna sobie samej , że moi uczniowie mają do mnie wystarczające zaufanie , żeby dzielić się ze mną takimi trudnościami . Że dają mi swoją prawdę . Że się nie boją . I że widzą sens tego dzielenia się - ufają , że raz z większą łatwością , raz z mniejszą , ale że poszukamy drogi ,która będzie i prawdziwa i wzbogacająca i pozwoli nam się rozwijać .  
  • Chciałabym budowania kontaktu , a nie udowadniania racji . Jestem przekonana , że każdy nacisk  - czy to w postaci słowa "musisz" , czy pod postacią nagrody , kary , szantażu , czy braku wyboru w długofalowej perspektywie działa tylko na niekorzyść . Bo odcina nas od prawdy o nas samych , o tym do czego dążymy . Ja bym bardzo chciała , żeby moje dzieci nie musiały się przekopywać przez tony nieuświadomionych spraw i uczyć świadomosci dopiero w dorosłym życiu .
I na koniec ( długiego ? za długiego ? za krótkiego? w sam raz? )postu  takie pytanie , które mi pomaga zobaczyć co dla mnie byłoby ważne w tej sytuacji :
Załóżmy , że w robocie dają Wam jakieś zadanie . Dla Was bardzo w tym momencie trudne - zbyt trudne . Mówicie , że nie dacie rady , że jesteście bardzo zmęczeni   . Jaką reakcję byście wybrali :
 -  Musisz to zrobić bo Cię zwolnię.
-  Wszyscy to robią więc Ty też musisz.
- Aha mówisz , że jestes bardzo zmęczony . No słyszę Cię .Ja też często jestem zmęczony a jakoś jednak robię.
- A czemu Ty taki jesteś zmęczony?!
- Ej no masz rację . Mega trudno jest to robić jak się jest zmęczonym....
- No dobra to co możemy zrobic , żebyś to zrobił pomimo zmęczenia ?
- Tiaaaaa zmęczony .... Chcesz się po prostu wykręcić od zrobienia tego !
  - Słyszę , że jesteś zmęczony - czy potrzebujesz mojej pomocy ? Czy chcesz żebyśmy razem poszukali rozwiązania ?


*W tym momencie opowiadania  świecę przed córczęciem oczami ,bo zawsze mówiłam coś zupełnie przeciwnego - że sprawiedliwość polega na tym , że każdy dostaje to czego potrzebuje , a nie to co inni  -  że jak córczę większe potrzebuje majtek , a córcze mniejsze skarpet , to nie dostają tego samego....

Wrześniowe zmiany objęły ścianę salonu :


I ściany kuchenne :


Córczana Pani zainspirowała nas do uważności i skupienia przy produkcji jesiennej mandali :




A w łazience  o poranku zastałam , oprócz wanny wypełnionej wodą z solami ,  SZTUKĘ :
 




sobota, 23 lipca 2016

改善



TYP 1 - cel
Zdobyć piatkę ....Nie ! Szóstkę z angielskiego .
TYP 2 - cel 
Doskonale porozumiewać się w języku angielskim .

TYP 1 - czas trwania 
rok
TYP 2 - czas trwania 
całe życie

TYP 1 - typ geometryczny 
krzywa styczna z osią - wysiłek skończony
TYP 2 - typ geometryczny 
asymptota - ciągłe doskonalenie , górny stan graniczny nie istnieje

TYP 1 - sposób realizacji 
podporządkowanie - ktoś wyznacza mój cel
TYP 2 - sposób realizacji
autonomia - sam wyznaczam swój cel

TYP 1 - sukces 
jedna  osoba z grupy
TYP 2 - sukces
każdy kto dąży do celu

TYP 1 - odpowiedzi 
już istnieją - ktoś wie jak i czego  mam się uczyć
TYP 2 - odpowiedzi 
odpowiedzi trzeba wymyślić - sam muszę znaleźć odpowiedź jaki rodzaj nauki jest dla mnie najlepszy i co chcę osiągnąć w danym czasie

TYP 1 - błędy 
są porażkami
TYP 2 - błędy 
są nieodłączną częścią rozwoju

TYP 1 - sens 
ocena
TYP 2 - sens
ciągły rozwój

TYP 1 - najlepszy  sposób
praca - musi być trudno i najlepiej nieprzyjemnie - mózg musi się podporządkować
TYP 2 - najlepszy sposób 
zabawa - powinno być łatwo i radośnie bo mózg to lubi najbardziej

TYP 1 - przeciwności 
teoria bytu - siła mojego umysłu jest skończona i niezależna ode mnie
TYP 2 - przeciwności  
teoria przyrastania - to w co wierzę kształtuje to co osiągam , a wierzę we własny wpływ na własny umysł

TYP 1 - ocena 
jest pomiarem tego ile mogę osiagnąć i nagrodą
TYP 2 - ocena 
jest jednym z etapów mojego rozwoju i informacją

TYP 1 - dążenie 
do wyniku
TYP 2 - dążenie 
do rozwoju

TYP 1 - słowa 
najlepszy /najmądrzejszy ,wyścig
TYP 2 - słowa 
na pewnym poziomie , o własnym tempie

TYP 1 - najlepszy
jeden
TYP 2 - najlepszy 
wszyscy

TYP 1 -  samopoczucie 
uzależnione od oceny
TYP 2 - samopoczucie 
niezależne od oceny

TYP 1 - motywacja
nagrody i kary 
TYP 2 - motywacja 
rozwój sam w sobie i jakość relacji

改善 - kaizen pisane znakami kanji - dążenie do mistrzostwa , ciagła zmiana na lepsze , poprawa .

Mój tegoroczny ogródkowy kaizen :) 


Kaizen szyciowy :) 



Radość i zabawa - seria "błotko" :) 




Radość i zabawa - seria "soda , ocet i barwniki" :) 



Radość i zabawa - seria "tablica z podkoszulka i ramki z IKEI" :) 




Radość i zabawa - seria " nie ma to jak znaleźć futro czochrającego się w Puszczy wolnego żubra " :) 


Radość i zabawa - seria " sianko " :) 


 Radość i zabawa - seria "noc Kupały" :) 


Radość i zabawa - seria "Puszczyk !!!! " :) 23:30 leśniczówka , środek Puszczy - przerażająco wspaniałe nagranie dźwiękowe - jakość by dyktafon w telefonie  :) 

video






środa, 29 czerwca 2016

MRÓWKA W KÓŁKU

Miałam w swoim życiu taki moment zdziwienia : jak to możliwe - ja się tak zmieniam , tak nad sobą pracuję , tak się pilnuję na każdym kroku , tyle wysiłku , tyle myśli a świat cholera ani drgnie . Kłótnie są , brak wzajemnej empatii jest , ktoś ma rację , a ktoś nie ma , jeden wygrywa , drugi musi przegrać - a JA przecież jestem sędzią idealnym , bo empatycznym.......
Otóż byłoby cudownie , gdyby ktoś w tamtym momencie oświecił mnie , że jestem tylko przebrana w kostium z napisem "empatia" , a w środku siedzi szakal i aż zaciera łapki z zadowolenia ...
Mówiłam , że rozumiem innych po to by wyglądać lepiej we własnych oczach  .
Dawałam rady i rozwiązania osądzając , które z nich są dobre , a które nie . Nie pozwalałam nikomu odnajdywać własnych rozwiązań .
Wytykałam ( empatycznie ;) ) co ktoś zrobił niezgodnie z moim nowym światopoglądem .
Butnie zachwycona nowym sposobem komunikacji , miałam niewielki szacunek dla osób , którym nie udawało się go stosować .
Stawiałam wyraźne granice , nie szanując granic innych .
Niby wierzyłam , że wszyscy są dobrzy , a każdy rodzaj przemocy jest wyrazem niespełnionych potrzeb  , ale niech no przemoc dotyczyła mnie samej - uuuuu , moja empatia dla siebie potrafiła miażdżyć przeciwnika .
Powoli się rodziła , a w zasadzie cały czas się rodzi moja otwartość na innych . I wielki szacunek dla ich odrębności , tempa , sposobów rozwoju . Cały czas uczę się słuchać . Trudne to :) .
Długo siedziałam w kółku z napisem Porozumienie Bez Przemocy rozumianym jako zbiór zasad . I nie mogłam wyjść , bo w mojej głowie była jakaś bariera . Słowo otwartość było poza  kółkiem , które narysowałam sobie w głowie . I tak się kręciłam i kręciłam i kręciłam do znudzenia...... I w końcu przyznałam się do swoich słabości , do swoich mózgowych kółek , do tego , że czasem nie mam sił , że mi się nie udaje to co zamierzyłam , że próbuję zaspokajać swoje potrzeby w dziwny sposób ,   że często czuję BEZRADNOŚĆ . I zobaczyłam to w innych . I wylazłam z kółka . Trochę ;)




wtorek, 14 czerwca 2016

WARSZTAT Z AGNIESZKĄ STEIN - MOJE PODSUMOWANIE

Wczoraj w Babickim Klubie Mam odbył się warsztat o wychowaniu bez nagród i kar z Agnieszką Stein  . Chciałabym zebrać kilka przewodnich myśli dla wszystkich zainteresowanych - tych którzy byli i tych którzy nie mogli :) W moim ujęciu .
  • Są potrzeby i są strategie 
Potrzeby  są uniwersalne dla wszystkich ludzi . Wszyscy miewamy te same potrzeby . Ale realizujemy je na zupełnie inne sposoby ( wybierając różne strategie ) .
Przykład :  potrzeba bliskości
Strategią mamy lub taty na zaspokojenie potrzeby bliskości z dzieckiem może być na przykład kulturalny przytulas , albo wspólny spacer , albo wieczorne czytanie .
 A dziecko może mieć  pomysł na zaspokojenie tej potrzeby przez wspólną zabawę , lub uwieszenie się na szyi rodzica i niekontrolowane tarmoszenie :) .
 Jeśli rodzic zauważa tylko to , że przeszkadza mu potomstwo dyndające u szyi , a nie zauważa , jak ważna potrzeba kryje sie za tym uwieszeniem  , ostro postawi granice mówiąc "uspokój się natychmiast " . Dziecko odchodzi a jego potrzeba bliskości nie zostaje zaspokojona .
Jeśli dziecko nie chce odejść i dalej próbuje zaspokoić potrzebę bliskości w sposób , który jest dla niego oczywisty - czyli poprzez dyndanie , a rodzic dyndania żywiołowo nie cierpi może powiedzieć "jak nie przestaniesz na mnie dyndać , to masz szlaban na TV " . Dziecko zapewne dyndać przestanie - co nie zmienia faktu , że bliskości nie dostało  .  Niezaspokojone potrzeby sie kumulują . Nienazwane potrzeby nie mają szansy na świadome zaspokojenie . Skumulowane , niezaspokojone potrzeby ma się ochotę zaspokoić jeszcze gwałtowniej - na przykład uwieszając sie coraz częsciej na rodzicu .
 Czy nie lepiej byłoby dostrzec i pomóc dziecku nazwać potrzebę ? I nauczyć , że zaspokajać potrzeby można uwzględniając "preferencje" innych ?
Na przykład " Czy ja dobrze rozumuję , że jak próbujesz tu na mnie dyndać to potrzebujesz wspólnego czasu ze mną i bliskości ? To chciałabym Ci zaproponować coś co będzie przyjemne również dla mnie - na przykład zawinę Ciebie i siebie wkocyk , zrobimy sobie jaskinię i tam sobie spędzimy przyjemną chwile bez dyndania . Co Ty na to ? "

  • Są kary i są nagrody 
 Kilka pytań , które może pozwolą Wam sobie to poukładać :
- czy karząc sprawiamy , że potrzeba dziecka jest zaspokojona ? Taka sytuacja -   potrzebujecie bliskości , ale nie umiecie o nią poprosić bo nawet do końca nie zdajecie sobie sprawy , że o nią właśnie Wam chodzi ( Kochanie potrzebuję bliskosci - czy mógłbyś /mogłabyś mnie przytulić ?) . Liczycie za to na to , że druga strona czegoś się domyśli . Próbujecie naprowadzać dając według Was wyraźne , a według drugiej strony niekoniecznie wyraźne sygnały . Gdy się nie domyśla zaczynacie się pieklić. Czy w sytuacji gdy się pieklicie wolicie , żeby druga osoba poszukała o co może Wam chodzić dopytując i tym samym pomagając Wam samym zdać sobie sprawę o jaką potrzebę Wam chodzi  , czy żeby ukarała Was za wasze pieklenie swoim milczeniem , oddaleniem i obrażeniem się ?
- czy dając nagrodę ( bo dziecko już  nie dynda i dostało lizaka ) - sprawiamy , że potrzeba ( np.bliskości ) jest zaspokojona ?
- czy karząc sprawiamy , że dziecko rozumie dlaczego chcielibyśmy żeby czegoś nie robiło ? ( np. że boli nas szyja przy dyndaniu )
- czy karząc za sprawienie  bólu , dziecko myśli  o tym jak biedny jest ten kogo zabolało , czy myśli o tym jak biedne jest ono samo , będąc ukaranym ?
- czy nagradzając sprawiamy , że dziecko rozumie dlaczego chcielibyśmy żeby czegoś nie robiło , lub coś robiło  ?
- czy kara i nagroda sprawia że dziecko robi coś bo naprawde widzi w tym sens ? ( czy praca domowa jest po to żeby ją zrobić i nie gadać , czy powinna być po to , żeby wynieść z niej jakieś korzyści ? Abstrahując od tego że przymusowa praca domowa do pewnego wieku przynosi same straty ......) O pracy domowej po mojemu można przeczytać TU
- czy jeśli karzemy dziecko to budujemy wzajemne zaufanie i zrozumienie ? 
- czy jeśli dziecko nie robi czegoś ( np. nie bije kolegi )  bo boi się kary , lub dlatego że lubi nagrodę , to gdy akurat nie będzie Was w pobliżu , żeby nagrodzić lub ukarać  ( bo wyjedzie samo na obóz , lub na zieloną szkołę , lub wyjdzie samo na dwór ) możecie być pewni , że nie uderzy ? A czy możecie być bardziej  pewni , że nie uderzy jeśli rozumie co może czuć osoba , którą uderzyło ?
- czy Wy lubicie być karani? Jak byście zareagowali na " Jeśli w tej chwili nie pozmywasz tych naczyń , masz szlaban na wieczorne wyjścia do Klubu Mam przez miesiąc ...."
- jak często byliście karani bo ktoś uważał , że zrobiliście coś "złego" , podczas gdy Wy nawet nie byliście  świadomi , że to co robicie jest dla kogoś niewygodne , niekomfortowe , lub trudne do zaakceptowania?
- jak często ktoś Was karał za to , że nie chcieliście zrobić czegoś co nie było ważne dla was samych ?

Mam nadzieję, że moje podsumowanie w trochę inny sposób niż sam warsztat , jakoś Wam pomogło :) 
 Przygotowałam dla Was również listę potrzeb - powieście sobie w centrum Waszego rodzinnego życia i jak czujecie złość to popatrzcie na nią - o jakiej nie zaspokojonej potrzebie ta złość Wam mówi ? A o zaspokojenie której z nich  może prosić dziecko nieporadnie wybierając przedziwną strategię ?